niedziela, 12 października 2014

Epilog

Perspektywa Bartka
Złapałem Olę i próbowałem ją ocucić, bezskutecznie. Szybko wezwałem pogotowie i zawieźli ją do szpitala. Strasznie się o nią bałem. Gdzieś ją zabrali, a ja zostałem na korytarzu, powiadomiłem Miśka i ma zaraz przyjechać. Czemu to wszystko tak długo trwa? Usiadłem na krześle i oparłem głowę o ścianę. Po chwili z sali wyszedł lekarz. Zerwałem się na równe nogi i podszedłem do niego.
- Panie doktorze co z moją narzeczoną?- mężczyzna spojrzał na mnie z politowaniem.
- Niestety, ale pańska narzeczona poroniła. Bardzo mi przykro.
Nic nie powiedziałem, po prostu usiadłem na krześle, schowałem twarz w dłonie i płakałem. Dlaczego musiało nas to spotkać? Ciągle staje nam coś na drodze do szczęścia.
- Może pan do niej teraz wejść- powiedział lekarz.
Niepewnym krokiem wszedłem do sali, Ola leżała na łóżku odwrócona do ściany. Usiadłem obok niej.
- Kochanie tak mi przykro, ale musimy dać radę- ścisnąłem jej dłoń, ale ona ją zabrała.
- Nie wiesz co teraz przeżywam. Wszystko jest do niczego- rozpłakała się.
Chwile po powrocie ze szpitala były naprawdę ciężkie dla nas obojga. Ola całkiem zamknęła się w sobie.
- To koniec. Nie możemy być razem- oddała mi pierścionek zaręczynowy.
- Co? Dlaczego? Nie wygłupiaj się.
- Nie potrafię tu dalej żyć. Chcę ułożyć sobie życie na nowo... bez ciebie.
Tak zakończył się nasz związek. Było mi się cholernie trudno pozbierać. Ola wyjechała do Włoch, dowiedziałem się od Michała, że związała się z Vettorim i że dobrze im razem. To był prawdziwy cios w serce. Nic nie trzymało mnie w Polsce, też wybrałem Italię. Gram w Trentino już drugi rok, niedawno dowiedziałem się, że Luca ożenił się z Olą. Podjąłem decyzję, że to już najwyższy czas, żebym też ułożył swoje życie. Kiedyś przypadkiem spotkałem Raphaele i się pogodziliśmy. Parę spotkań i znowu postanowiliśmy spróbować. Udało się, dziś jest moją żoną i spodziewamy się dziecka. Pojechaliśmy na weekend do Rzymu. Spacerowaliśmy ulicami Romy i wtedy zobaczyłem Ją. Miała na twarzy ten najpiękniejszy uśmiech na świecie. Szła ze swoim mężem i wózkiem, zgaduję, że doczekali się potomstwa. Uniosła wzrok i nasze oczy się spotkały. Zatrzymaliśmy się.
- Przepraszam kochanie na chwilę- podszedłem bliżej do Winiarskiej, a ona zbliżyła się do mnie- Pięknie wyglądasz- powiedziałem.
- Dziękuję, ty też nieźle wyglądasz.
- To twoje dziecko?
- Tak, jak pewnie już wiesz teraz nazywam się Aleksandra Vettori.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Bo jesteś, prawda?
- Bartek, Bartek!
- Czemu do mnie krzyczysz? Boisz się go?
- Co? Nikogo się nie boję. Obudź się!- otworzyłem oczy i wziąłem głęboki oddech.
Nadal byłem na szpitalnym korytarzu, a przede mną stał Winiarski.
- Co się dzieje?
- Zasnąłeś, nie mogłem cię dobudzić. Gadałeś przez sen.
- Stary to był najgorszy sen w moim życiu. Co z Olą?!- zerwałem się na równe nogi.
- Dopiero przyszedłem.
W tym momencie podszedł do nas lekarz.
- Doktorze co z nią?- spytałem spanikowany.
- Spokojnie. Wszystko jest w porządku. Narzeczonej ani dziecku nic nie zagraża, ale dla bezpieczeństwa zostawimy panią Winiarską na obserwacji- po tych słowach odetchnąłem z ulgą.
- A co spowodowało to zasłabnięcie?
- Najprawdopodobniej nadmiar emocji, czasami tak się dzieje. Dlatego proszę teraz uważać, żeby narzeczona miała spokój, bo nie chcemy takiej kolejnej sytuacji, bo to może już być bardzo niebezpieczne dla obojga.
- Dziękuję panie doktorze. Możemy do niej wejść?
- Ale tylko na chwilkę.
Weszliśmy do sali w której leżała Ola. Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
- Przepraszam, to przeze mnie, przepraszam.
- Przestań- pogłaskała mnie po plecach.
- Nie przemyślałem tego, że możesz się zdenerwować, a potem tak podekscytować- rozpłakałem się- Tak się o was bałem. Nie darowałbym sobie gdyby coś się wam stało.
- Bartek, nie płacz. Już jest dobrze.
- Nastraszyłaś nas siora- powiedział Michał, a ja się wyprostowałem.
- Na szczęście to nic poważnego, jutro zrobią mi tylko rutynowe badania i jak wszystko będzie ok, to wyjdę. No nie płacz już- ścisnęła moją dłoń.
- Przepraszam. Kocham cię- nachyliłem się do niej i ją pocałowałem.
- Musimy już lecieć. Trzymaj się- Michał cmoknął Olę.
- Jutro do ciebie przyjadę.
- Dobrze. Dobranoc- posłała mi uspokajający uśmiech.
- Dobranoc.

Perspektywa Oli
W szpitalu zostałam jeszcze kilka dni. Lekarz wolał mnie zatrzymać i dokładnie przebadać, żeby mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Kiedy już wyszłam ze szpitala, Bartek zawiózł mnie do naszego nowego domu. Mój kochany, przez te wszystkie dni codziennie mnie odwiedzał i w dodatku przeniósł już prawie wszystkie nasze rzeczy. Wziął wolne na czas mojego pobytu w szpitalu, byłam zła, że przeze mnie zaniedbał treningi, ale jak on się uprze to nie ma przebacz. Teraz tylko czekamy na malutką...

***

Do rozwiązania zostało niewiele czasu. Właściwie to już jutro mam się stawić w szpitalu. Chłopaki wracają z Gdańska, a u mnie spała Magda z maluchami, bo oczywiście nie pozwolili mi zostać tyle czasu samej. Bliźniaki są już tak duże, w kwietniu skończą rok. Oli już próbuje stawiać pierwsze kroki, a Oliwcia za to powoli zaczyna mówić. Usiadłyśmy razem przy śniadaniu i rozmawiałyśmy.
- Wiesz dopiero teraz do mnie dotarło czy ja sobie poradzę z takim maluchem?- powiedziałam.
- Nie panikuj. Ja poradziłam sobie z dwójką, to ty poradzisz sobie z jednym. Początki zawsze są trudne, ale szybko się wszystkiego nauczysz.
- Mam nadzieję.
Kończyłyśmy jeść, a do domu wpadły nasze wielkoludy.
- Jesteśmy!- wydarł się Kurek.
- Nie dało się nie słyszeć- przewróciła oczami Magda.
- Ale nad tym morzem pizg... znaczy wieje- uśmiechnął się Michał, który wszedł do kuchni- Moje dzieciaczki- ucałował maluchy.
- Cześć. Jak się czujesz skarbie?- Bartek cmoknął mnie w czubek głowy.
- Szczerze? Jak wieloryb- zaśmiałam się- Cieszę się, że już jutro urodzę.
- Powiedziałem już trenerowi, że nie będę mógł być na popołudniowym, bo moja narzeczona ma na jutro termin.
- A skąd wiesz, że mała będzie już jutro chciała wyjść na świat?
- Bo to moja krew, uważaj bo będzie z nami jeszcze dzisiaj- zaśmiał się.
- Nie wywołuj wilka z lasu- pocałowałam go.
Zrobiłyśmy chłopakom jeść, posiedzieliśmy trochę razem, a potem Winiarscy pojechali do domu, a ja poszłam poczytać do sypialni. Nagle rozdzwonił się mój telefon.
- Słucham?
- Cześć Oli.
- Cześć Facu. Co tam?
- Wszystko ok. Pomyślałem, że do ciebie wpadnę, chyba że nie chcesz.
- Nawet tak nie mów. Może jestem w ciąży, ale za takie słowa skopię ci tyłek.
- Wolę nie- zaśmiał się- To zaraz u ciebie będę.
- To może weź już rzeczy na trening i pojedziecie razem z Bartkiem?
- Ok, to do zobaczenia.
- Bartuś!!!!- krzyknęłam do narzeczonego, który był w kuchni i robił sobie kawę.
Po chwili siatkarz wbiegł na górę.
- To już?! Gdzie masz torbę?! Dzwonię do szpitala- wyciągnął komórkę.
- Nie! Nigdzie nie dzwoń. Nie rodzę.
- Jezu, nie strasz mnie- wziął głęboki oddech- Po co mnie wołałaś?
- Chciałam ci powiedzieć, że Facu do nas wpadnie i razem pojedziecie na trening.
- Ok, to zrobię obiad dla trójki, a raczej czwórki- cmoknął mnie w brzuch i poszedł ponownie na dół.
Dokończyłam stronę, zwlokłam się z łóżka, dosłownie zwlokłam, brzuch jest strasznie ciężki, i zeszłam na dół.
- Skoczę tylko do sklepu i zaraz wracam- powiedział Bartek, kiedy zapinał kurtkę.
- Ok, nie martw się- wyszedł.
Rozległ się dzwonek do drzwi, od razu poszłam otworzyć.
- Cześć przystojniaku- cmoknęłam go w policzek.
- Cześć mamuśka! Myślałem, że przystojniaku mówisz tylko do Bartka?
- Przystojniaku mówię do ciebie, Karola i Andrzeja. Do Kurasia mówię brzydalu- zaśmiałam się.
- Wredota- rozczochrał mi włosy.
Usiedliśmy w salonie przyniosłam nam herbaty i jakichś ciastek. Do domu wrócił Kurek.
- Zakupy zrobione! Hej Facu!- krzyknął z korytarza.
- Hej!
Bartek dosiadł się do nas, a potem zabrał się za robienie obiadu. Facu postanowił mu pomóc, a mi oczywiście kazali siedzieć. Nie do końca siedziałam, bo poszłam do pokoju na górę i chciałam wyciągnąć album ze zdjęciami, ale był za wysoko. No tak przecież mój narzeczony go tam położył.
- Bartek! Możesz przyjść do sypialni?!
Słyszałam głośne i szybkie kroki Bartka.
- Wody ci odeszły? Masz skurcze?
- Bartek przestań. To, że cię wołam to nie znaczy od razu, że rodzę. Ściągnął byś mi ten album, bo kiedyś obiecałam Facu, że pokaże mu te zdjęcia, ale nie mogłam go znaleźć.
- Trzymaj bałaganiaro- cmoknął mnie w nos.
- Ja bałaganiara? Idź do kuchni panie moje ciuchy walają się wszędzie- wbiłam mu palec w żebra.
- Oj nie tak wszędzie.
- A jeszcze w starym mieszkaniu jak znalazłam twój T-Shirt na lodówce?
- To były specjalne okoliczności i to nie ja go tam wrzuciłem- poruszał brwiami i wyszedł.
Kocham tego wariata. Zabrałam Facundo z kuchni i oglądaliśmy zdjęcia, Kuraś później do nas dołączył. Zjedliśmy obiad i oglądaliśmy razem jakiś mecz koszykówki. Poszłam do łazienki za potrzebą i oczywiście musiałam poskładać rozwalone przez Bartka ręczniki. Poskładałam je i położyłam na półce, wpadłam na głupi pomysł.
- Bartek, chodź na chwilę do łazienki.
Kurek otworzył drzwi.
- Co jest?
- Wiesz..- złapałam się za brzuch, a jego oczy zrobiły się okrągłe jak pięć złotych.
- Już?- przełknął głośno ślinę.
- Żartowałam- pokazałam mu język.
- Haha, bardzo śmieszne.
- Gdybyś widział swoją minę- śmiałam się- O!- złapałam się za brzuch.
- Drugi raz się nie nabiorę- odwrócił się tyłem.
Moje dżinsy w jednej chwili zrobiły się mokre.
- Bartek.
- Nie jestem tak głupi. Skończ te żarty.
- Wody mi odeszły.
- Akurat- odwrócił się- O mój Boże! Wody ci odeszły! 
- Przecież ci to mówię.
- Jezu, ty rodzisz!- zaczął panikować, to chyba była kwestia czasu, żeby zemdlał.
- Błagam cię tylko nie mdlej. Pomóż mi przejść do sypialni i zmienić spodnie.
- Dobra, dobra. Facu! Facundo! Conte! Facundo Conte!
Argentyńczyk zaraz przybiegł.
- Co je... Ty rodzisz?!- zrobił przerażoną minę.
- Tak wyszło. Przestańcie panikować.
- Dobra, dobra. Co robić?- Bartek był kompletnie skołowany.
- Facu przynieś mi płaszcz i buty, a potem poczekaj na nas w samochodzie.
- Ok- pobiegł po moje rzeczy.
- A ty chodź ze mną.
Bartek pomógł mi dojść do sypialni i zmienić spodnie, w międzyczasie zadzwonił do szpitala. Ubrałam się, Bartek wziął moją torbę i zbiegł na dół, tylko, że zapomniał o jednej ważnej rzeczy... o mnie.
- Przepraszam kochanie- wrócił po mnie i zaprowadził do samochodu.
W życiu nie widziałam ich tak spanikowanych. Kurek do kogoś telefonował.
- Winiar zadzwoń do matek, bo Ola zaczęła rodzić.
- Co?! 
- No wody jej odeszły. Jedziemy do szpitala. Powiedz trenerowi, że nie mogę przyjść na trening.
- Dobra. Po treningu zaraz wpadnę do szpitala. Powiedz Olci, żeby się trzymała. Nie wierzę, za chwilę będę wujkiem, a moja mała siostrzyczka mamusią.
- O Boże... Za chwilę będę ojcem.
- Dobra kończ i trzymajcie się. Zaraz zadzwonię do jednej i drugiej mamy i wszystko powiem Madzi. Pa- rozłączył się.
Bartek trzymał mnie za rękę, a Facundo szybko, ale bezpiecznie próbował dowieźć nas do szpitala. W pewnym momencie poczułam pierwszy skurcz i syknęłam z bólu, ściskając narzeczonego za rękę.
- Co ci jest?- zbladł ze strachu.
- Skurcze się zaczęły.
- Co się dzieje?- spytał wystraszony Conte, patrząc we wsteczne lusterko.
- To normalne- odparłam.
W końcu dojechaliśmy do szpitala, tam czekała na nas już pielęgniarka z wózkiem. Skurcze się nasilały.
- Dzięki Facundo- Bartek uścisnął dłoń Conte.
- Nie ma za co. Lecę na trening. Trzymajcie się. Bądź dzielna- posłał mi krzepiący uśmiech- Ty też, nie mdlej- szepnął Kurkowi.
Zostałam przyjęta na oddział i zabrali mnie porodówkę. Bartek był ze mną, położna monitorowała mój stan. Skurcze łapały mnie co kilka minut.
- Proszę się postarać zrelaksować, pochodzić trochę. To pomaga- powiedziała położna.
Minęło półtorej godziny, Bartek zagadał się z położną: ile to będzie trwało? Czy to nie za długo? No panikował przyszły tatuś. Ja w tym czasie zatelefonowałam do przyjaciółek. Mama oczywiście już tu jest, razem z tatą i rodzicami Bartka. Skurcze mocno się nasiliły położyłam się i próbowałam przetrwać ten ciężki okres. Chwile porodu to była prawdziwa męka, ściskałam Bartka za rękę i mocno parłam, widziałam jak robi się coraz bledszy.
- Dasz radę kochanie, jeszcze trochę- głaskał mnie po głowie.
- Ja może dam, ale ty chyba nie. Tylko nie mdlej i mnie nie zostawiaj samej, bo cię zabiję! 
- Spokojnie kotek.
- Po co mi było to ćwiczenie po godzinach? Po co tam przyłaziłeś?!- ból był coraz mocniejszy.
- Spokojnie pani Olu, oddychamy- położna mnie uspakajała- No jeszcze raz i maluszek będzie z nami, na trzy. Raz, dwa, trzy- włożyłam cały wysiłek- Już widać główkę, teraz to już naprawdę ostatni. Da pani radę- po chwili usłyszałam najpiękniejszy dźwięk na świecie, płacz noworodka. Od razu zapomniałam o całym bólu. Bartek rozpłakał się ze szczęścia i pocałował mnie w czubek głowy.
- Jesteś dzielna. Kocham cię.
- Chce pan przeciąć pępowinę?- spytał lekarz, a mój narzeczony podszedł do niego, a po chwili ponad dwumetrowy chłop wylądował z hukiem na ziemi.
- Pani Krysiu, proszę ocucić tatusia- pielęgniarka dobudzała Bartka, a do mnie podszedł lekarz i położył mi córcię na brzuchu- Śliczna, zdrowa dziewczynka. Gratuluję. Zaraz tatuś do was podejdzie, to normalne, już dużo ojców leżało na tej podłodze- zaśmiał się.
Patrzyłam na to pomarszczone, jeszcze sine maleństwo i czułam się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
- Cześć księżniczko, jestem twoją mamusią- łzy szczęścia leciały mi po policzkach, a te maleńkie oczy wpatrywały się we mnie.
- Jaka ona śliczna- Bartuś wrócił do nas- Kocham was.
- My ciebie też- pocałowałam go, a potem on pocałował Dorotkę w główkę.

***

Minęło już pół roku od porodu. Jestem bardzo wdzięczna rodzicom, bo dużo pomagali mi przy małej, najwięcej, jak Bartek miał wyjazdy i zgrupowania. Teraz też jest w Spale. Trochę mi ciężko samej, ale daję radę, muszę. Dorcia to cała ja, chociaż też ma w sobie coś z Kurasia. Ciągle spotykam się z Madzią, wspieramy się nawzajem i pomagamy sobie. Maluchy gadają trochę po swojemu, a na mnie mówią "ocia", słodziaki. Maciek i Wojtek są jedynymi facetami, z którymi spędzam mnóstwo czasu, teraz nawet widzę ich częściej niż mojego narzeczonego. Dzisiaj jest ten dzień, chłopaki dostają wolny weekend.
- Dzisiaj w końcu przyjedzie tatuś- powiedziałam do małej, kiedy trzymałam ją na kolanach, a ta zaczęła gaworzyć- Tak, twój tatuś- cmoknęłam ją.
Nie mogłam się już doczekać kiedy przyjedzie, nie widziałam go już od dwóch tygodni. Przygotowywałam obiad specjalnie dla niego. Mała siedziała w krzesełku i bawiła się swoimi zabawkami. Krzątałam się po kuchni i wtedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcia Bartka, odebrałam:
- Cześć skarbie. Jesteś już w drodze?
- No właśnie nie, słuchaj... Jest taka sprawa...- już mi się to nie podobało.
- Co jest? Tylko nie mów, że nie macie jednak wolnego?
- Nie, wolne mamy, tylko że...
- Tylko, że co?
- Przyjadę jutro.
- Jutro? Ale wszyscy jadą do domu dzisiaj!
- Wiem, ale ja obiecałem kumplowi z Łodzi, że do niego wpadnę w piątek i zostanę na noc. Nie gniewaj się, jutro wam wszystko wynagrodzę.
- Aha, rozumiem- powiedziałam nerwowo- To ożeń się z tym kumplem!- rozłączyłam się i wyłączyłam telefon.
Co za dupek! To chyba był największy błąd mojego życia! Ściągnęłam pierścionek i cisnęłam nim o ziemię, i się rozpłakałam. Mała wyczuła, że jestem smutna i też się rozpłakała. Wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Cichutko, mamusi nic nie jest. Damy sobie doskonale radę same. Chyba zmęczona jesteś, co? Położymy się zaraz.
Poszłam z malutką do sypialni i próbowałam ją uśpić. Do moich drzwi zaczął się ktoś dobijać, zeszłam z Dorotką na dół. To byli moi rodzice.
- Cześć córciu- cmoknęła mnie mama.
- Cześć mamo, co was tu sprowadza?
- Wpadliśmy zabrać naszą wnuczkę- powiedział tato i pocałował małą, którą miałam na rękach.
- Właśnie miałam ją położyć spać. Może innym razem?
- Dzisiaj przecież przyjeżdża Bartuś.
- Ten dupek może już tu nie wracać.
- Znowu się pokłóciliście?- westchnął tato- Mówiłem ci, że to nieodpowiedzialny gówniarz.
- Żałuję, że cię nie słuchałam.
- Przestań!- mama skarciła tatę- Ty też. Macie dziecko i musicie myśleć o nim. Daj nam małą, bo odpoczynek jest ci potrzebny.
- No dobrze, ale wieczorem przywieziecie ją z powrotem?
- Oczywiście.
Naszykowałam ją rodzicom i zabrali Dorotkę do siebie, a ja musiałam się odstresować. Tylko jak? Chyba nic mi nie pomoże. Włączyłam swoją ulubioną płytę na full i zaczęłam sprzątać. Może to głupie, ale sprzątanie pozwala mi się czymś zająć i nie myśleć o problemach. Wycierałam podłogę i ruszałam się w rytm muzyki, wtedy ktoś złapał mnie od tyłu. Wystraszyłam się, chciałam się obrócić, ale ktoś obezwładnił mi ręce i założył opaskę na oczy. Zaczęłam krzyczeć, byłam przerażona. Zakleili mi usta i związali ręce i nogi. Nie wiedziałam co robić, facet przerzucił mnie przez ramię i zaniósł na tylne siedzenie samochodu. Miotałam się, ale nie mogłam się uwolnić, mężczyzna nic się nie odzywał, odpalił samochód i gdzieś mnie wiózł. Zabiją mnie! Czego oni ode mnie chcą?! Niech ktoś mnie uratuje! Samochód się zatrzymał, w głowie miałam najczarniejsze scenariusze. Mężczyzna wyciągnął mnie z samochodu i delikatnie odkleił taśmę z moich ust. Zanim zdążyłam krzyknąć, porywacz mnie pocałował. Ściągnął mi opaskę i zobaczyłam...
- Lepiej mnie nie rozwiązuj, bo cię zabiję. Czy ciebie do końca popieprzyło?!
- Ostatnio twoje życie było tak monotonne, że trochę adrenaliny ci nie zaszkodziło- Bartek uśmiechnął się niewinnie.
- Trochę?! Ja omal nie umarłam!
- Przepraszam- rozwiązał mnie, a ja strzeliłam mu otwartą dłonią w policzek- Zasłużyłem. Możesz się odwrócić?
- Po co?- odwróciłam się, byliśmy na jakiejś plaży, przy której stał mały drewniany domek.
- Zapraszam- wziął mnie na ręce i niósł do domku.
Otworzył drzwi, na środku stał stół nakryty białym obrusem, dwie świeczki czekały tylko, żeby je zapalić. Bartek mnie postawił.
- Zaplanowałeś to wszystko? Kumpel zmyślony?
- Tak.
- Niech zgadnę, rodzice też wiedzieli o tym planie, bo wiedziałeś, że w domu nie ma Dorki, tak?
- No może nie do końca, bo twoja mama nie dałaby mi cię porwać.
- No i miałaby rację.
- Może trochę przegiąłem, ale będzie co wspominać na stare lata- zaśmiał się, a ja też nie mogłam się od tego powstrzymać.
- Jesteś głupi, wkurzasz mnie, czasami doprowadzasz wręcz do szału. Z tobą jest źle, choć nie ciągle, ale bez ciebie jeszcze gorzej. Kocham cię- pocałowałam go.
- Mój złośnik.
- Mój głupek.
Zjedliśmy romantyczną kolację i spędziliśmy ze sobą kilka przyjemnych i upojnych chwil. Leżeliśmy w łóżku, w białej pościeli. Bartek bawił się moimi dłońmi.
- A gdzie masz pierścionek?- spytał.
- Pewnie leży gdzieś na podłodze w kuchni- zaśmiałam się- Naprawdę byłam już gotowa spakować ci walizki.
- Teraz wiem, że na pewno przegiąłem. Przepraszam- cmoknął mnie.
- Przeprosiny przyjęte, przynajmniej ładnie mi to wynagrodziłeś.
- A to nie koniec.
- Coś jeszcze? Tylko proszę już bez porwań.
- Żadnych porwań. Chciałabyś wrócić do gry?
- Bardzo, ale na razie to niemożliwe- westchnęłam.
- No właśnie możliwe.
- O czym mówisz?
- Rozmawiałem z prezesem, a raczej to on rozmawiał ze mną i się o ciebie pytał. Pewnie w poniedziałek będzie do ciebie dzwonił, ale ja już nie wytrzymam i muszę ci...
- Co?- spytałam podekscytowana.
- Jeżeli tylko będziesz na siłach i będziesz chciała, to możesz wrócić do treningów już na początku września. Ja od końca września będę ci pomagał, a tak to pytałem mam i chętnie nam pomogą, mamy też zaufaną nianię, która pilnowała Kubusia. Wybór należy tylko do ciebie.
- Naprawdę? Aaaaaaa. Dziękuję. Kocham cię- rzuciłam mu się na szyję i mocno pocałowałam.
- A teraz możemy wracać do domu? Tęsknię za małą.
- No pewnie. Ja nie widzę jej od kilku godzin i już mi jej brakuje, a co dopiero ty masz powiedzieć.
Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy w drogę do domu.
- Nurtuje mnie jedno. W domu było was dwóch. Chyba, że nagle wyrosły ci dwie dodatkowe ręce?- zaśmiałam się.
- No było dwóch- uśmiechnął się.
- Nawet nie pytam. Mój głupi braciszek uwielbia takie akcje. Już nie raz wywinął mi numer.
- Trafiłaś w dziesiątkę.
Pojechaliśmy po małą i w końcu wróciliśmy do domu. Bartek nie odstępował małej na krok, nawet sam ją wykąpał i nakarmił.
- Daj tatusiowi buzi na dobranoc i idziemy lulać- powiedziałam, trzymając Dorotkę na rekach.
- Dobranoc córcia- pocałował małą.
Położyłam się z małą na łóżku w sypialni i zaczęłam ją usypiać, nawet nie wiem kiedy sama zasnęłam. Przebudziłam się lekko, Dorci koło mnie nie było, słyszałam głos Bartka, który chodził po sypialni z małą na rękach.
- Tatuś bardzo za tobą i mamusią tęskni. Bardzo was kocham. Mam nadzieję, że wyrośniesz na taką samą kobietę jak twoja mama, no może trochę mniej nerwową i mniej skomplikowaną- zaśmiał się pod nosem, a na mojej twarzy zagościł uśmiech- Ale też za ten trudny charakterek ją kocham. Wiesz, że jesteś moim największym skarbem? Pewnie gdyby nie ty to już dawno straciłbym twoją mamusię i moje życie nie miałoby sensu. Dziękuję, że jesteś aniołku- mała usnęła, Bartek poszedł położyć ją do łóżeczka w pokoju obok. Po cichu poszłam za nimi. Kurek cmoknął małą w czółko i włożył do łóżeczka. Objęłam go mocno od tyłu.
- Myślałem, że śpisz.
- Kocham cię- cmoknęłam go w plecy.
- Ja ciebie też- odwrócił się do mnie.
- Wiesz, że już coś tam czułam do ciebie, zanim mnie ochlapałeś tuż przed maturą?- uśmiechnęłam się.
- Szkoda, że ja byłem wtedy zaślepiony...ehhh... Ale kiedy wjechałem w tą kałużę i cię zobaczyłem... Od tamtej pory nie potrafiłem nie myśleć o tobie- pocałował mnie.
- Naprawdę?
- Naprawdę. Głupio się przyznać, ale kiedyś przez to moje zamyślenie nie zauważyłem szklanych drzwi no i... trochę bolało- zaśmiał się.
- Przepraszam- wtuliłam się w niego.
- To nie twoja wina. Powinienem lepiej patrzeć gdzie chodzę.
- Nie za to- zaśmiałam się.
- A za co?
- Za wszystko. Za wszystkie przykrości, złości, za głupią zazdrość i upartość.
- To ja przepraszam, za to, że cię tak raniłem. Cieszę się, że dalej jesteś ze mną i mogliśmy stworzyć rodzinę- czule musnął moje usta.
- Zapomnijmy o wszystkich złych chwilach.
- Ja już ich nie pamiętam- wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.

***
Sierpień 2016 r. 
Nawet nie wiem, kiedy minął 2015 rok i ponad połowa 2016. Dużo się w tym czasie wydarzyło. Piter oświadczył się w końcu Moni. Magda zawiesiła karierę sportową, postanowiła zostać fizjoterapeutką i zająć się dziećmi. Dzieci jak to dzieci, po nich najlepiej widać jak szybko czas leci. Nie dawno woziłam z Madzią bliźniaki w wózku, a dzisiaj biegają i krzyczą, no wszędzie ich pełno. Moja Dorka jak już z nimi szaleje, gada to po swojemu i biega za nimi. Robi się bardzo podobna do Bartka, chociaż jak się denerwuje to całkiem jakbym widziała małego Michała. Arek to wykapany Mario. Zuzia też już wkrótce będzie miała maluszka. W maju w końcu wzięliśmy ślub z Bartkiem. Wesele było huczne i niezapomniane. W głowach wszystkich gości na pewno pozostanie tańczący Paweł z Karolem i Bartek z Pitem. Jak oni wywijali. Nie zapomnę też jak Marcin wstawał wznieść toast i uderzył w żyrandol. Było bardzo wesoło. Facu też się zakochał, myślę, że to będzie coś poważniejszego. Sezon był bardzo trudny. Dzieliliśmy się obowiązkami z Bartkiem. Jak ja kończyłam trening, to on przychodził z małą i się wymienialiśmy i na odwrót. Pomogli nam bardzo dużo niezastąpieni dziadkowie. Ciężko pracowałam, żeby wrócić do formy. Wiosną udało mi się to i nawet osiągnęłam szczytową na najważniejszą część rozgrywek. Niestety w tym roku musiałyśmy ustąpić pierwszeństwa Chemikowi Police i zadowolić się srebrem. Zaskoczyło mnie powołanie do kadry, co wiązało się z możliwością walki o wyjazd na igrzyska. Muszę przyznać, że to był jeden z  trudniejszych okresów. Początek zgrupowania jeszcze nie był taki zły, bo trenowałyśmy w Bełchatowie i codziennie byłam z moją córcią, znikałam tylko na treningi, ale potem wracałam do domu i mogłam się nacieszyć moim szczęściem. Później było gorzej, bo chłopaki zaczęli Ligę Światową, a my przeniosłyśmy się do Spały. Miałam naprawdę trudne momenty, bo widziałam małą tylko przez Skype i w weekendy. Zawodowy sportowiec poświęca swoją rodzinę, na rzecz sportowego sukcesu swojego kraju, nikt nie myśli ile ma wyrzeczeń. Później pojechałyśmy na WGP. Turniej miał być tylko przetarciem, chciałyśmy awansować do FinalSix, ale nie wiele nam zabrakło.
Panowie weszli do FinalSix, ale nie osiągnęli jakiegoś specjalnego wyniku. Wszyscy byli skupienia na nadchodzących Igrzyskach w Rio. Nie widziałam się z mężem, który też ciężko pracował i miał w dodatku inaczej wolne dni niż ja. Bartek był tak kochany, że kiedy miał wolne to przyjeżdżał do mnie w odwiedziny z małą. Ja z resztą jak tylko miałam ku temu okazje robiłam to samo dla niego. Nadszedł czas ogłoszenia kadry. Nie da się opisać radości po tym jak dowiedziałam się, że lecę do Rio. Bartka i Michała też powołali. Męska i żeńska reprezentacja leciała tym samym samolotem. Wszyscy byli podekscytowani i gdzieś w myślach każdy marzył o tym tak bardzo upragnionym medalu. Na szczęście nie musieliśmy żegnać się z naszą Dorotką. Madzia i Monia również lecą do Brazylii z dziećmi. Monika będzie się bawiła w nianię. A niech się przygotowuje, bo przecież kiedyś też będzie miała dziecko. Dobrze, że lecą też bliźniaki, bo mała by im tam się sama zaryczała za nami na śmierć, a tak to będzie się bawiła z Oliwią i Oliwierem. Po przylocie do Rio de Janeiro musieliśmy się rozstać.
- To my idziemy do wioski olimpijskiej, musimy się zameldować. Zresztą znasz te formalności- powiedziałam do Magdy.
- Dobrze. My też pojedziemy zameldować się w hotelu. 
- Widzimy się wieczorem w wiosce?- spytał Michał.
- Tak, przyjedziemy do was. Mamy niedaleko.
- No to musimy się pożegnać. Mamusia z tatusiem musi grać. Zostaniesz z ciociami- pocałowałam małą.
- Sitka- powiedziała mała.
- Tak, w siatkę- cmoknął ją Bartek.
- Ujek Miś?- spojrzała na Winiara.  
- Ujek też będzie grał w sitke- zaśmiał się- Musimy już iść.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i zaczęliśmy już ostatnią i najważniejszą fazę operacji "Rio".

Z fazy grupowej wyszłyśmy na drugim miejscu, a panowie na pierwszym. W ćwierćfinale po tie-breaku pokonałyśmy USA, a panowie pożegnali Włochów w czterech setach. W półfinale trafiłyśmy na Brazylię. Niestety kanarki były dla nas za mocne, ale nie poddałyśmy się bez walki. Pozostawało nam walczyć o brąz. Naszymi przeciwniczkami są Włoszki. Wiedziałyśmy, że możemy je pokonać i przywieźć medal do ojczyzny. Na mecz przyszło sporo naszych siatkarzy, ale także innych polskich sportowców. Nie zabrakło Facu, który postanowił zostać do końca IO w Brazylii i nam kibicować. Wyszłyśmy na boisko bardzo zdeterminowane. Początek był bardzo nerwowy w naszym wykonaniu, mocno szarpałyśmy grą, co pozwoliło Włoszkom na wypracowanie przewagi i utrzymanie jej do końca pierwszego seta. Drugi set był już bardziej wyrównany i udało się nam go wygrać na przewagi. W trzecim Włoszki znowu pokazały na co je stać i wygrały seta do 22. W czwartym prowadziłyśmy większość seta, ale to Włoszki mają teraz piłki meczowe. Trener poprosił o czas.
- Dziewczyny to tylko trzy punkty, przecież potraficie to odrobić. Musicie obronić dwie piłki i walczyć, żeby to spotkanie jeszcze trwało.
- Dawać dziewczyny! Damy radę!- krzyknęła nasza kapitan Kasia Skowrońska.
Wróciłyśmy na boisko. Włoszki zagrały prosto na mnie. Udało mi się przyjąć w punkt, Asia rozegrała piłkę do Kasi, a ta ścięła po skosie. Jeszcze dwa. Majka na zagrywce, posłała ostry flot, z którym nie poradziła sobie libero. Jeszcze jeden. Majka ponownie zagrałam flotem, ale tym razem przyjęły. Rozgrywająca posłała piłkę do lewoskrzydłowej, a Kąkolweska i ja postawiłyśmy efektowny blok. Remis. Moja kolej na zagrywce, włożyłam w nią całą siłę i Włoszki przyjęły na drugą stronę, a na piłkę czekała Majka, która wbiła gwoździa. Mamy setową! Trener przeciwniczek bierze czas.
- Bardzo dobrze dziewczyny! Grać tak do końca. Jeszcze tylko jedna piłka i dalej możemy mieć medal- mówił Makowski- Ola, wiesz co masz robić, tak jak na treningu i tak jak już nie jeden raz, zagraj skrót- pokiwałam głową.
Wróciłyśmy na boisko, stanęłam w polu zagrywki, tętno miałam nieźle przyspieszone. Wypuściłam powietrze z płuc, podrzuciłam piłkę i uderzyłam, wpadła prosto pod nogi przyjmującej. Mamy tie-break! Maja rzuciła mi się na szyje.
- Żyjemy- powiedziałam do przyjaciółki z drużyny.
- I to przeżyjemy- przybiła mi piątkę.
Tie-break był bardzo wyrównany, grałyśmy punkt za punkt. Jednak w końcówce to my wyszłyśmy na prowadzenie 14:12. Meczowa na wagę olimpijskiego brązu. Zagrywa Asia Wołosz, piłka przeleciała na drugą stronę, włoszki przyjęły i kiwnęły na drugą stronę. Nie dałyśmy się zaskoczyć, Wołosz wystawiłam do mnie, a ja uderzyłam po prostej. Sędzia uniósł chorągiewkę do góry. Wkurzyłyśmy się, bo byłyśmy pewne, że piłka była w boisku. Kłóciłam się z moją vis a vis, Kasia kłóciła się z sędzią i wszystko skończyło się żółtą kartką. Trzeba się uspokoić, to może być ostatnia szansa na wygraną. Gwizdek sędziego, piłka leci na naszą stronę, Zaroślińska przyjmuje, rozegranie do Kasi, a ta uderza w blok, na szczęście jest asekuracja. Asia posyła piłkę do mnie, wyskakuję i uderzam między dwie zawodniczki drugiej linii. Koniec! Wyskoczyłam do góry, po chwili poczułam jak rzucają się na mnie koleżanki. Krzyczałyśmy i skakałyśmy z całym sztabem. Po policzkach spływały nam łzy szczęścia.
- Kocham Was dziewczyny!- krzyczał trener i ściskał każdą z osobna.
- To my pana kochamy trenerze!- krzyknęłyśmy.
Pobiegłam do band, gdzie stała moja rodzina. Bartek stał z Dorotką na rękach.
- Zrobiłaś to!- pocałował mnie.
- Nie wierzę w to- przytuliłam ich.
- Mama- Dorotka wyciągnęła do mnie rączki i wzięłam ją do siebie, a ta mocno się we mnie wtuliła.
- Brawo Olka!- przytulił mnie Winiar.
- Dzięki brat.
Radości, ściskania i gratulacji nie było końca. Dekoracja dopiero jutro po meczu finałowym. Byłam bardzo szczęśliwa. Teraz trzymałam kciuki za mojego męża.
Złoto wywalczyła Brazylia, a srebro Japonia. Czułam ogromną dumę, kiedy stawałyśmy na podium razem z moją drużyną. Zapracowałyśmy na ten medal, tyle wyrzeczeń, ale medal to rekompensuje, wiesz, że nie robiłeś czegoś bez sensu. Zostałam również wybrana najlepiej zagrywającą turnieju.

Panowie mierzyli się w półfinale z Bułgarią. Bałam się tego meczu, decydował on o tym czy chłopaki będą mieli pewny medal. Jaka to była radość, kiedy po morderczym tie-breaku wygraliśmy 23:21. W finale przyszło nam się mierzyć z Rosją, która ograła Brazylię 3:1. Mamy szansę powtórzyć kolejny sukces kadry Wagnera. Usiadłam na trybunach z moimi przyjaciółkami i Facu, na kolanach trzymałam Dorcię, która miała na szyi mój medal. Denerwowałam się gorzej niż przed własnym meczem. Jesteśmy tak blisko, a zarazem tak daleko. Ważne, że mamy już medal, dzisiaj dowiemy się jaki. Mecz bardzo dobrze rozpoczęli Rosjanie. Muserski posłał serię trudnych zagrywek i to pozwoliło Sbornej na wypracowanie kilku punktowej przewagi i niestety przegraliśmy seta do 19. Druga partia to gra punkt za punkt, Mario w końcówce wszedł w pole serwisowe i posłał asa, setowa dla nas. Wlazły znów piekielnie mocno w Spiridonova, który przyjmuje piłkę i posyła ją gdzieś w trybuny. 1:1! Zaczynamy od początku, otwieramy na nowo mecz. W trzecim secie nasi byli górą i ograli Rosjan do 22. Czwarta partia zaczęła się bardzo dobrze dla naszych, na drugiej przerwie technicznej prowadziliśmy 16:11. Bartek po przerwie zepsuł zagrywkę i u przeciwników na serwy wszedł Pavlov. Przytrafiła nam się seria, Rosja doprowadziła do remisu. Pavlov zagrał w Zatiego, temu udało się przyjąć, Drzyzga wystawił do Nowakowskiego na krótką, a ten na tym swoim słynnym zasięgu wbił piłkę w parkiet. Graliśmy punkt za punkt, prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, już było wiadomo, że ten set nie zakończy się w 25 punktach. Przy stanie 26:26 na zagrywkę powędrował Kurek. Nerwowo już nie wytrzymywałam, Monia obgryzała paznokcie, Magda tuliła dzieci, a Facu nerwowo łapał za nogawkę spodni.
- Spokojnie Bartek, tylko nie zepsuj- mówiłam pod nosem i pocałowałam małą w główkę.
Kurek wyrzucił piłkę do góry, a ta z ogromną prędkością przeleciała na stronę Rosjan. Ermakov przyjął niedokładnie, Grankin posłał piłkę do Apalikova, który został zablokowany przez Mariusza i Karola. Meczowa! Meczowa na wagę olimpijskiego złota! Wszyscy stoją, w oczach mam łzy, tętno chyba ze 200, trzymajcie mnie, bo zaraz tu zejdę! Kurek tym razem lżej, piłka przewinęła się po taśmie, Grankin odrzucił ją do tyłu, Spiridonov wystawił, a Pavlov splasował. Winiarski obronił piłkę, Drzyzga posłał piłkę do Kurka, a ten z impetem obił blok Rosjan i piłka wyszła na aut. To już?! Tak! Tak! Jesteśmy Mistrzami Olimpijskimi! Rozpłakałam się i mocno przytuliłam naszą córcię. Ściskałam się z Facu i przyjaciółkami, wszyscy byli przeszczęśliwi. Podeszłyśmy z Madzią i z dziećmi do band, Monia z Facundo też poszli za nami. Po chwili podbiegli do nas nasi małżonkowie i pierwsze co zrobili to mocno przytulili i pocałowali.
- Cholera, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi! Mam przy sobie trzy najcenniejsze złota.
To, które za chwilę dostanę i te dwa które na mnie patrzą. Kocham Was- przytulił nas ponownie.
- My Ciebie też.
Bartek poszedł przygotować się na dekorację. Kurek został MVP całego turnieju, Paweł najlepszym libero, a Wlazły najlepiej atakującym. Chłopaki wykonali przewrót przed wejściem na najwyższy stopień podium. Mazurek Dąbrowskiego wywołał we mnie potok łez dumy i szczęścia. Później była chwila dla fotoreporterów, a potem wszyscy weszliśmy do nich na płytę świętować. Chociaż Dorotka powinna dawno już spać, to nawet o tym nie myślała, tylko wywijała z bliźniakami do piosenek, puszczanych przez DJ`a. Wiadomo, że nasi siatkarze robią najlepsze imprezy i tym razem nie było inaczej. W Polsce zostaliśmy przywitani przez najlepszych kibiców na świecie i świętowaliśmy przez kolejne dni, zarówno damska jak i męska kadra. Nawet trafiliśmy z Bartkiem na okładkę jednej z gazet z dopiskiem "Rodzinka na medal", jakiś fotograf uchwycił moment, w którym Bartek podszedł do nas po meczu i mnie pocałował. Wywiadów, odwiedzin w różnych telewizjach i placówkach nie było w końca, ale w końcu przyszedł czas na odpoczynek. W końcu mogliśmy spędzić wolny czas całą trójką, nie martwiąc się, że zaraz trzeba będzie się rozstawać i jechać na zgrupowanie. Patrzyłam jak Bartek bawi się z naszą córcią na kanapie, ta radość w ich oczach... I pomyśleć, że gdyby nie siatkówka, to nie byłabym teraz tu gdzie jestem, nie poznałabym Bartka bliżej i nie byłoby naszego największego skarbu - Dorotki, która jest najlepszym co mogło nam się przytrafić. Mimo tylu zawirowań, w końcu jesteśmy ze sobą szczęśliwi i myślę, że tak już będzie zawsze, bo razem potrafimy przetrwać wszystko.




Zabijcie mnie! Zawińcie w dywan i wywieźcie do lasu, ale naprawdę nie miałam czasu. Już się tłumaczę. Rozdział planowałam dodać w sierpniu przed wyjazdem na koncert JT, ale pojechałam do Piły na finał Plaży Open (polecam, kto nie był, bo plażówka to fajna sprawa). Później miałam już siedzieć cały sierpień w domu (z wyjątkiem koncertu) i wtedy stało się coś czego nigdy nie zapomnę. Spełniło się moje marzenie, wygrałam bilet na otwarcie mistrzostw! Nie wyobrażacie sobie co wtedy czułam, poryczałam się ze szczęścia. Chciałam napisać to w wolnych chwilach, kiedy nie było u mnie rodziny, ale wena zawodziła, a później byłam w Warszawie.

We wrześniu na dobre zaczęły się mistrzostwa i nie miałam kiedy pisać, bo żyłam tylko siatką. I wtedy zdarzył się kolejny cud, bo wygrałam bilet na finał! (Szczęściara do kwadratu, muszę zagrać w totka :p ) Warunek postawiony przez rodziców był jeden, Polacy muszą grać w finale. Wszyscy wiemy jak było, a ja nadal mam w sobie tą pozytywną energię i kiedy oglądam filmik, który nagrałam podczas meczowej to serducho bije mocniej, a ciarki przelatują po całym ciele. Może któraś z Was też była? 
Przepraszam, że nie dodałam od razu, ale szkoła mi nie za bardzo nie pozwoliła, ale w końcu znalazłam chwilkę wolnego i przyszło troszkę weny i tak o to jest epilog. Przepraszam, bo nie potrafię pisać epilogów, ale się starałam.
No to przyszła ta chwila, żeby się pożegnać. Jest mi trochę smutno, że to już koniec. Miałam nie raz chwile zwątpienia czy pisać dalej to opowiadanie, ale to Wy dawałyście mi siłę. Dziękuję, za to, że byłyście ciągle ze mną, nawet jak długo nie pojawiały się rozdziały. Tego bloga pisałam dla Was kochane <3 Wielkie DZIĘKUJĘ dla Was. Nie chcę Was prosić o komentarze, bo za to, że tak Was zaniedbałam to powinnam nieźle oberwać ;p Ale będzie mi bardzo miło jak jakiś się pojawi.
Na razie kończę z pisaniem. Nie chcę Was znowu zaniedbywać, a teraz nie mam zbytnio czasu na blogowanie. Może jeszcze kiedyś wrócę z nowym opowiadaniem, kto wie? Mam nawet dwa zaczęte, ale... No zobaczymy co to będzie. Jeszcze raz dziękuję, za to, że byłyście. Będzie mi Was brakowało :*
Alex6
  


13 komentarzy:

  1. Jak zaczęłam czytać ten rozdział, to myślałam że cie udusze własnymi rękami.!! :D Ale to co zaczęło się później... Lepiej tego nie mogłaś napisać. :) Wybaczam że tak długo cb nie było! Mam nadzieję, że masz w planach napisanie kolejnego bloga. :) Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Już miałam Cię zabić za początek, ale możesz żyć :D
    Cieszę się,że wszystko się ułożyło ;))
    Uwielbiałam Twoje opowiadanie <3
    mam nadzieję,że wrócisz jeszcze do pisania :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto było tyle czekać :-) Epilog genialny! Zaskoczyłaś mnie. Kompletnie. Emocje jak w kalejdoskopie. Początek jak z horroru, ale na szczęście okazał się być złym snem! A później była już tylko sama słodycz.
    Dziękuję Ci za tego bloga. Mam nadzieję, że przyjdzie czytać mi kolejnego bloga, który wyjdzie z pod Twojego pióra. Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. jezu jak się wystraszylam już myślałam że oni faktyxcznie się rozstali i ola poronila. szkoda że to już koniec bo ten blog należał do moich ulubionych , Poryczalam się jak czytałam jak Bartek mówił do Dorotki kiedy myślał , że ola śpi . Mam nadzieje że nasi tak jak tu napisalas wygrają IO a teraz nastał cud i nasi wygrali z niemcami i teraz nagle tyle fanów i wgl . Wkurza mnie gadanie jak to wszyscy wierzyli w naszych . zaapraszam do mnie na szkolna-m.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Początek to myślałam, że Cię zabiję. Jak oni nie mogli być razem no halo!
    Tak się cieszę ich szczęściem, że nawet sobie tego nie wyobrażasz!
    Cieplutko mi się zrobiło kiedy Bartek mówił do Dorci serio, a w sumie nigdy nie jest mi ciepło z Bartkiem w roli głównej!
    Jejku szkoda, że to koniec! ;C
    zapraszam do siebie
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. zostalaś nominowana do LBA więcej info na dajszansemilosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytalam calego bloga w 3 dni!! Siedzialam po kilka godzin i nie moglam sie oderwac!! To byl najlepszy blog jaki w zyciu czytalam!! Jestes niesamowita! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny epilog, a twoje szczęscie niesamowite! Też miałam okazję być na meczu Otwarcia, dzięki mojej najlepszej przyjaciółce, która dzień wcześniej zadzwoniła i spytała się czy jadę.

    Chciałabym Ci życzyć powodzenia i spełnienia marzeń ;)) I mam nadzieję, jak napisałaś wyżej chłopacy wygrają złoto w Rio i dziewczyny też. Szkoda tylko, że to koniec.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejciu kochana jestem z tobą od początku i nie żałuje, szkoda że to już koniec, no ale wszystko się kiedyś kończy. Cudowny epilog oby ''Rio'' się spełniło za 2 lata :) Gratuluję wygranych biletów i zazdroszczę bo ja niestety nie miałam możliwości pojechania na MŚ :( Mam nadzieję, że będziesz się odzywać i jeszcze coś tam naskrobiesz dla nas. W wolnej chwili odzywaj się do mnie, bo strasznie cię polubiłam od samego początku. Buziaczki :****

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam na dajsaansemilosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam do mnie :) http://milosc-zycie-pasja-siatkowka.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam http://sportoczamikobiet.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Na pewno zajrzę na ttp://sportoczamikobiet.blogspot.com/. Zobaczę czy jest tak samo fajny blog jak ten.

    OdpowiedzUsuń