piątek, 14 sierpnia 2015

Powrót?

Hej! Ale długo mnie tu nie było. Ktoś tu jeszcze zagląda? Moje przyjaciółki namawiają mnie do opublikowania bloga, którego zaczęłam pisać z jakiś rok temu. Zastanawiam się nad tą propozycją. Byłybyście zainteresowane? Jeżeli któraś z Was jeszcze czyta moje wcześniejsze wypociny :p To proszę o odpowiedź.
Pozdrawiam :*

niedziela, 12 października 2014

Epilog

Perspektywa Bartka
Złapałem Olę i próbowałem ją ocucić, bezskutecznie. Szybko wezwałem pogotowie i zawieźli ją do szpitala. Strasznie się o nią bałem. Gdzieś ją zabrali, a ja zostałem na korytarzu, powiadomiłem Miśka i ma zaraz przyjechać. Czemu to wszystko tak długo trwa? Usiadłem na krześle i oparłem głowę o ścianę. Po chwili z sali wyszedł lekarz. Zerwałem się na równe nogi i podszedłem do niego.
- Panie doktorze co z moją narzeczoną?- mężczyzna spojrzał na mnie z politowaniem.
- Niestety, ale pańska narzeczona poroniła. Bardzo mi przykro.
Nic nie powiedziałem, po prostu usiadłem na krześle, schowałem twarz w dłonie i płakałem. Dlaczego musiało nas to spotkać? Ciągle staje nam coś na drodze do szczęścia.
- Może pan do niej teraz wejść- powiedział lekarz.
Niepewnym krokiem wszedłem do sali, Ola leżała na łóżku odwrócona do ściany. Usiadłem obok niej.
- Kochanie tak mi przykro, ale musimy dać radę- ścisnąłem jej dłoń, ale ona ją zabrała.
- Nie wiesz co teraz przeżywam. Wszystko jest do niczego- rozpłakała się.
Chwile po powrocie ze szpitala były naprawdę ciężkie dla nas obojga. Ola całkiem zamknęła się w sobie.
- To koniec. Nie możemy być razem- oddała mi pierścionek zaręczynowy.
- Co? Dlaczego? Nie wygłupiaj się.
- Nie potrafię tu dalej żyć. Chcę ułożyć sobie życie na nowo... bez ciebie.
Tak zakończył się nasz związek. Było mi się cholernie trudno pozbierać. Ola wyjechała do Włoch, dowiedziałem się od Michała, że związała się z Vettorim i że dobrze im razem. To był prawdziwy cios w serce. Nic nie trzymało mnie w Polsce, też wybrałem Italię. Gram w Trentino już drugi rok, niedawno dowiedziałem się, że Luca ożenił się z Olą. Podjąłem decyzję, że to już najwyższy czas, żebym też ułożył swoje życie. Kiedyś przypadkiem spotkałem Raphaele i się pogodziliśmy. Parę spotkań i znowu postanowiliśmy spróbować. Udało się, dziś jest moją żoną i spodziewamy się dziecka. Pojechaliśmy na weekend do Rzymu. Spacerowaliśmy ulicami Romy i wtedy zobaczyłem Ją. Miała na twarzy ten najpiękniejszy uśmiech na świecie. Szła ze swoim mężem i wózkiem, zgaduję, że doczekali się potomstwa. Uniosła wzrok i nasze oczy się spotkały. Zatrzymaliśmy się.
- Przepraszam kochanie na chwilę- podszedłem bliżej do Winiarskiej, a ona zbliżyła się do mnie- Pięknie wyglądasz- powiedziałem.
- Dziękuję, ty też nieźle wyglądasz.
- To twoje dziecko?
- Tak, jak pewnie już wiesz teraz nazywam się Aleksandra Vettori.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Bo jesteś, prawda?
- Bartek, Bartek!
- Czemu do mnie krzyczysz? Boisz się go?
- Co? Nikogo się nie boję. Obudź się!- otworzyłem oczy i wziąłem głęboki oddech.
Nadal byłem na szpitalnym korytarzu, a przede mną stał Winiarski.
- Co się dzieje?
- Zasnąłeś, nie mogłem cię dobudzić. Gadałeś przez sen.
- Stary to był najgorszy sen w moim życiu. Co z Olą?!- zerwałem się na równe nogi.
- Dopiero przyszedłem.
W tym momencie podszedł do nas lekarz.
- Doktorze co z nią?- spytałem spanikowany.
- Spokojnie. Wszystko jest w porządku. Narzeczonej ani dziecku nic nie zagraża, ale dla bezpieczeństwa zostawimy panią Winiarską na obserwacji- po tych słowach odetchnąłem z ulgą.
- A co spowodowało to zasłabnięcie?
- Najprawdopodobniej nadmiar emocji, czasami tak się dzieje. Dlatego proszę teraz uważać, żeby narzeczona miała spokój, bo nie chcemy takiej kolejnej sytuacji, bo to może już być bardzo niebezpieczne dla obojga.
- Dziękuję panie doktorze. Możemy do niej wejść?
- Ale tylko na chwilkę.
Weszliśmy do sali w której leżała Ola. Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
- Przepraszam, to przeze mnie, przepraszam.
- Przestań- pogłaskała mnie po plecach.
- Nie przemyślałem tego, że możesz się zdenerwować, a potem tak podekscytować- rozpłakałem się- Tak się o was bałem. Nie darowałbym sobie gdyby coś się wam stało.
- Bartek, nie płacz. Już jest dobrze.
- Nastraszyłaś nas siora- powiedział Michał, a ja się wyprostowałem.
- Na szczęście to nic poważnego, jutro zrobią mi tylko rutynowe badania i jak wszystko będzie ok, to wyjdę. No nie płacz już- ścisnęła moją dłoń.
- Przepraszam. Kocham cię- nachyliłem się do niej i ją pocałowałem.
- Musimy już lecieć. Trzymaj się- Michał cmoknął Olę.
- Jutro do ciebie przyjadę.
- Dobrze. Dobranoc- posłała mi uspokajający uśmiech.
- Dobranoc.

Perspektywa Oli
W szpitalu zostałam jeszcze kilka dni. Lekarz wolał mnie zatrzymać i dokładnie przebadać, żeby mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Kiedy już wyszłam ze szpitala, Bartek zawiózł mnie do naszego nowego domu. Mój kochany, przez te wszystkie dni codziennie mnie odwiedzał i w dodatku przeniósł już prawie wszystkie nasze rzeczy. Wziął wolne na czas mojego pobytu w szpitalu, byłam zła, że przeze mnie zaniedbał treningi, ale jak on się uprze to nie ma przebacz. Teraz tylko czekamy na malutką...

***

Do rozwiązania zostało niewiele czasu. Właściwie to już jutro mam się stawić w szpitalu. Chłopaki wracają z Gdańska, a u mnie spała Magda z maluchami, bo oczywiście nie pozwolili mi zostać tyle czasu samej. Bliźniaki są już tak duże, w kwietniu skończą rok. Oli już próbuje stawiać pierwsze kroki, a Oliwcia za to powoli zaczyna mówić. Usiadłyśmy razem przy śniadaniu i rozmawiałyśmy.
- Wiesz dopiero teraz do mnie dotarło czy ja sobie poradzę z takim maluchem?- powiedziałam.
- Nie panikuj. Ja poradziłam sobie z dwójką, to ty poradzisz sobie z jednym. Początki zawsze są trudne, ale szybko się wszystkiego nauczysz.
- Mam nadzieję.
Kończyłyśmy jeść, a do domu wpadły nasze wielkoludy.
- Jesteśmy!- wydarł się Kurek.
- Nie dało się nie słyszeć- przewróciła oczami Magda.
- Ale nad tym morzem pizg... znaczy wieje- uśmiechnął się Michał, który wszedł do kuchni- Moje dzieciaczki- ucałował maluchy.
- Cześć. Jak się czujesz skarbie?- Bartek cmoknął mnie w czubek głowy.
- Szczerze? Jak wieloryb- zaśmiałam się- Cieszę się, że już jutro urodzę.
- Powiedziałem już trenerowi, że nie będę mógł być na popołudniowym, bo moja narzeczona ma na jutro termin.
- A skąd wiesz, że mała będzie już jutro chciała wyjść na świat?
- Bo to moja krew, uważaj bo będzie z nami jeszcze dzisiaj- zaśmiał się.
- Nie wywołuj wilka z lasu- pocałowałam go.
Zrobiłyśmy chłopakom jeść, posiedzieliśmy trochę razem, a potem Winiarscy pojechali do domu, a ja poszłam poczytać do sypialni. Nagle rozdzwonił się mój telefon.
- Słucham?
- Cześć Oli.
- Cześć Facu. Co tam?
- Wszystko ok. Pomyślałem, że do ciebie wpadnę, chyba że nie chcesz.
- Nawet tak nie mów. Może jestem w ciąży, ale za takie słowa skopię ci tyłek.
- Wolę nie- zaśmiał się- To zaraz u ciebie będę.
- To może weź już rzeczy na trening i pojedziecie razem z Bartkiem?
- Ok, to do zobaczenia.
- Bartuś!!!!- krzyknęłam do narzeczonego, który był w kuchni i robił sobie kawę.
Po chwili siatkarz wbiegł na górę.
- To już?! Gdzie masz torbę?! Dzwonię do szpitala- wyciągnął komórkę.
- Nie! Nigdzie nie dzwoń. Nie rodzę.
- Jezu, nie strasz mnie- wziął głęboki oddech- Po co mnie wołałaś?
- Chciałam ci powiedzieć, że Facu do nas wpadnie i razem pojedziecie na trening.
- Ok, to zrobię obiad dla trójki, a raczej czwórki- cmoknął mnie w brzuch i poszedł ponownie na dół.
Dokończyłam stronę, zwlokłam się z łóżka, dosłownie zwlokłam, brzuch jest strasznie ciężki, i zeszłam na dół.
- Skoczę tylko do sklepu i zaraz wracam- powiedział Bartek, kiedy zapinał kurtkę.
- Ok, nie martw się- wyszedł.
Rozległ się dzwonek do drzwi, od razu poszłam otworzyć.
- Cześć przystojniaku- cmoknęłam go w policzek.
- Cześć mamuśka! Myślałem, że przystojniaku mówisz tylko do Bartka?
- Przystojniaku mówię do ciebie, Karola i Andrzeja. Do Kurasia mówię brzydalu- zaśmiałam się.
- Wredota- rozczochrał mi włosy.
Usiedliśmy w salonie przyniosłam nam herbaty i jakichś ciastek. Do domu wrócił Kurek.
- Zakupy zrobione! Hej Facu!- krzyknął z korytarza.
- Hej!
Bartek dosiadł się do nas, a potem zabrał się za robienie obiadu. Facu postanowił mu pomóc, a mi oczywiście kazali siedzieć. Nie do końca siedziałam, bo poszłam do pokoju na górę i chciałam wyciągnąć album ze zdjęciami, ale był za wysoko. No tak przecież mój narzeczony go tam położył.
- Bartek! Możesz przyjść do sypialni?!
Słyszałam głośne i szybkie kroki Bartka.
- Wody ci odeszły? Masz skurcze?
- Bartek przestań. To, że cię wołam to nie znaczy od razu, że rodzę. Ściągnął byś mi ten album, bo kiedyś obiecałam Facu, że pokaże mu te zdjęcia, ale nie mogłam go znaleźć.
- Trzymaj bałaganiaro- cmoknął mnie w nos.
- Ja bałaganiara? Idź do kuchni panie moje ciuchy walają się wszędzie- wbiłam mu palec w żebra.
- Oj nie tak wszędzie.
- A jeszcze w starym mieszkaniu jak znalazłam twój T-Shirt na lodówce?
- To były specjalne okoliczności i to nie ja go tam wrzuciłem- poruszał brwiami i wyszedł.
Kocham tego wariata. Zabrałam Facundo z kuchni i oglądaliśmy zdjęcia, Kuraś później do nas dołączył. Zjedliśmy obiad i oglądaliśmy razem jakiś mecz koszykówki. Poszłam do łazienki za potrzebą i oczywiście musiałam poskładać rozwalone przez Bartka ręczniki. Poskładałam je i położyłam na półce, wpadłam na głupi pomysł.
- Bartek, chodź na chwilę do łazienki.
Kurek otworzył drzwi.
- Co jest?
- Wiesz..- złapałam się za brzuch, a jego oczy zrobiły się okrągłe jak pięć złotych.
- Już?- przełknął głośno ślinę.
- Żartowałam- pokazałam mu język.
- Haha, bardzo śmieszne.
- Gdybyś widział swoją minę- śmiałam się- O!- złapałam się za brzuch.
- Drugi raz się nie nabiorę- odwrócił się tyłem.
Moje dżinsy w jednej chwili zrobiły się mokre.
- Bartek.
- Nie jestem tak głupi. Skończ te żarty.
- Wody mi odeszły.
- Akurat- odwrócił się- O mój Boże! Wody ci odeszły! 
- Przecież ci to mówię.
- Jezu, ty rodzisz!- zaczął panikować, to chyba była kwestia czasu, żeby zemdlał.
- Błagam cię tylko nie mdlej. Pomóż mi przejść do sypialni i zmienić spodnie.
- Dobra, dobra. Facu! Facundo! Conte! Facundo Conte!
Argentyńczyk zaraz przybiegł.
- Co je... Ty rodzisz?!- zrobił przerażoną minę.
- Tak wyszło. Przestańcie panikować.
- Dobra, dobra. Co robić?- Bartek był kompletnie skołowany.
- Facu przynieś mi płaszcz i buty, a potem poczekaj na nas w samochodzie.
- Ok- pobiegł po moje rzeczy.
- A ty chodź ze mną.
Bartek pomógł mi dojść do sypialni i zmienić spodnie, w międzyczasie zadzwonił do szpitala. Ubrałam się, Bartek wziął moją torbę i zbiegł na dół, tylko, że zapomniał o jednej ważnej rzeczy... o mnie.
- Przepraszam kochanie- wrócił po mnie i zaprowadził do samochodu.
W życiu nie widziałam ich tak spanikowanych. Kurek do kogoś telefonował.
- Winiar zadzwoń do matek, bo Ola zaczęła rodzić.
- Co?! 
- No wody jej odeszły. Jedziemy do szpitala. Powiedz trenerowi, że nie mogę przyjść na trening.
- Dobra. Po treningu zaraz wpadnę do szpitala. Powiedz Olci, żeby się trzymała. Nie wierzę, za chwilę będę wujkiem, a moja mała siostrzyczka mamusią.
- O Boże... Za chwilę będę ojcem.
- Dobra kończ i trzymajcie się. Zaraz zadzwonię do jednej i drugiej mamy i wszystko powiem Madzi. Pa- rozłączył się.
Bartek trzymał mnie za rękę, a Facundo szybko, ale bezpiecznie próbował dowieźć nas do szpitala. W pewnym momencie poczułam pierwszy skurcz i syknęłam z bólu, ściskając narzeczonego za rękę.
- Co ci jest?- zbladł ze strachu.
- Skurcze się zaczęły.
- Co się dzieje?- spytał wystraszony Conte, patrząc we wsteczne lusterko.
- To normalne- odparłam.
W końcu dojechaliśmy do szpitala, tam czekała na nas już pielęgniarka z wózkiem. Skurcze się nasilały.
- Dzięki Facundo- Bartek uścisnął dłoń Conte.
- Nie ma za co. Lecę na trening. Trzymajcie się. Bądź dzielna- posłał mi krzepiący uśmiech- Ty też, nie mdlej- szepnął Kurkowi.
Zostałam przyjęta na oddział i zabrali mnie porodówkę. Bartek był ze mną, położna monitorowała mój stan. Skurcze łapały mnie co kilka minut.
- Proszę się postarać zrelaksować, pochodzić trochę. To pomaga- powiedziała położna.
Minęło półtorej godziny, Bartek zagadał się z położną: ile to będzie trwało? Czy to nie za długo? No panikował przyszły tatuś. Ja w tym czasie zatelefonowałam do przyjaciółek. Mama oczywiście już tu jest, razem z tatą i rodzicami Bartka. Skurcze mocno się nasiliły położyłam się i próbowałam przetrwać ten ciężki okres. Chwile porodu to była prawdziwa męka, ściskałam Bartka za rękę i mocno parłam, widziałam jak robi się coraz bledszy.
- Dasz radę kochanie, jeszcze trochę- głaskał mnie po głowie.
- Ja może dam, ale ty chyba nie. Tylko nie mdlej i mnie nie zostawiaj samej, bo cię zabiję! 
- Spokojnie kotek.
- Po co mi było to ćwiczenie po godzinach? Po co tam przyłaziłeś?!- ból był coraz mocniejszy.
- Spokojnie pani Olu, oddychamy- położna mnie uspakajała- No jeszcze raz i maluszek będzie z nami, na trzy. Raz, dwa, trzy- włożyłam cały wysiłek- Już widać główkę, teraz to już naprawdę ostatni. Da pani radę- po chwili usłyszałam najpiękniejszy dźwięk na świecie, płacz noworodka. Od razu zapomniałam o całym bólu. Bartek rozpłakał się ze szczęścia i pocałował mnie w czubek głowy.
- Jesteś dzielna. Kocham cię.
- Chce pan przeciąć pępowinę?- spytał lekarz, a mój narzeczony podszedł do niego, a po chwili ponad dwumetrowy chłop wylądował z hukiem na ziemi.
- Pani Krysiu, proszę ocucić tatusia- pielęgniarka dobudzała Bartka, a do mnie podszedł lekarz i położył mi córcię na brzuchu- Śliczna, zdrowa dziewczynka. Gratuluję. Zaraz tatuś do was podejdzie, to normalne, już dużo ojców leżało na tej podłodze- zaśmiał się.
Patrzyłam na to pomarszczone, jeszcze sine maleństwo i czułam się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
- Cześć księżniczko, jestem twoją mamusią- łzy szczęścia leciały mi po policzkach, a te maleńkie oczy wpatrywały się we mnie.
- Jaka ona śliczna- Bartuś wrócił do nas- Kocham was.
- My ciebie też- pocałowałam go, a potem on pocałował Dorotkę w główkę.

***

Minęło już pół roku od porodu. Jestem bardzo wdzięczna rodzicom, bo dużo pomagali mi przy małej, najwięcej, jak Bartek miał wyjazdy i zgrupowania. Teraz też jest w Spale. Trochę mi ciężko samej, ale daję radę, muszę. Dorcia to cała ja, chociaż też ma w sobie coś z Kurasia. Ciągle spotykam się z Madzią, wspieramy się nawzajem i pomagamy sobie. Maluchy gadają trochę po swojemu, a na mnie mówią "ocia", słodziaki. Maciek i Wojtek są jedynymi facetami, z którymi spędzam mnóstwo czasu, teraz nawet widzę ich częściej niż mojego narzeczonego. Dzisiaj jest ten dzień, chłopaki dostają wolny weekend.
- Dzisiaj w końcu przyjedzie tatuś- powiedziałam do małej, kiedy trzymałam ją na kolanach, a ta zaczęła gaworzyć- Tak, twój tatuś- cmoknęłam ją.
Nie mogłam się już doczekać kiedy przyjedzie, nie widziałam go już od dwóch tygodni. Przygotowywałam obiad specjalnie dla niego. Mała siedziała w krzesełku i bawiła się swoimi zabawkami. Krzątałam się po kuchni i wtedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcia Bartka, odebrałam:
- Cześć skarbie. Jesteś już w drodze?
- No właśnie nie, słuchaj... Jest taka sprawa...- już mi się to nie podobało.
- Co jest? Tylko nie mów, że nie macie jednak wolnego?
- Nie, wolne mamy, tylko że...
- Tylko, że co?
- Przyjadę jutro.
- Jutro? Ale wszyscy jadą do domu dzisiaj!
- Wiem, ale ja obiecałem kumplowi z Łodzi, że do niego wpadnę w piątek i zostanę na noc. Nie gniewaj się, jutro wam wszystko wynagrodzę.
- Aha, rozumiem- powiedziałam nerwowo- To ożeń się z tym kumplem!- rozłączyłam się i wyłączyłam telefon.
Co za dupek! To chyba był największy błąd mojego życia! Ściągnęłam pierścionek i cisnęłam nim o ziemię, i się rozpłakałam. Mała wyczuła, że jestem smutna i też się rozpłakała. Wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Cichutko, mamusi nic nie jest. Damy sobie doskonale radę same. Chyba zmęczona jesteś, co? Położymy się zaraz.
Poszłam z malutką do sypialni i próbowałam ją uśpić. Do moich drzwi zaczął się ktoś dobijać, zeszłam z Dorotką na dół. To byli moi rodzice.
- Cześć córciu- cmoknęła mnie mama.
- Cześć mamo, co was tu sprowadza?
- Wpadliśmy zabrać naszą wnuczkę- powiedział tato i pocałował małą, którą miałam na rękach.
- Właśnie miałam ją położyć spać. Może innym razem?
- Dzisiaj przecież przyjeżdża Bartuś.
- Ten dupek może już tu nie wracać.
- Znowu się pokłóciliście?- westchnął tato- Mówiłem ci, że to nieodpowiedzialny gówniarz.
- Żałuję, że cię nie słuchałam.
- Przestań!- mama skarciła tatę- Ty też. Macie dziecko i musicie myśleć o nim. Daj nam małą, bo odpoczynek jest ci potrzebny.
- No dobrze, ale wieczorem przywieziecie ją z powrotem?
- Oczywiście.
Naszykowałam ją rodzicom i zabrali Dorotkę do siebie, a ja musiałam się odstresować. Tylko jak? Chyba nic mi nie pomoże. Włączyłam swoją ulubioną płytę na full i zaczęłam sprzątać. Może to głupie, ale sprzątanie pozwala mi się czymś zająć i nie myśleć o problemach. Wycierałam podłogę i ruszałam się w rytm muzyki, wtedy ktoś złapał mnie od tyłu. Wystraszyłam się, chciałam się obrócić, ale ktoś obezwładnił mi ręce i założył opaskę na oczy. Zaczęłam krzyczeć, byłam przerażona. Zakleili mi usta i związali ręce i nogi. Nie wiedziałam co robić, facet przerzucił mnie przez ramię i zaniósł na tylne siedzenie samochodu. Miotałam się, ale nie mogłam się uwolnić, mężczyzna nic się nie odzywał, odpalił samochód i gdzieś mnie wiózł. Zabiją mnie! Czego oni ode mnie chcą?! Niech ktoś mnie uratuje! Samochód się zatrzymał, w głowie miałam najczarniejsze scenariusze. Mężczyzna wyciągnął mnie z samochodu i delikatnie odkleił taśmę z moich ust. Zanim zdążyłam krzyknąć, porywacz mnie pocałował. Ściągnął mi opaskę i zobaczyłam...
- Lepiej mnie nie rozwiązuj, bo cię zabiję. Czy ciebie do końca popieprzyło?!
- Ostatnio twoje życie było tak monotonne, że trochę adrenaliny ci nie zaszkodziło- Bartek uśmiechnął się niewinnie.
- Trochę?! Ja omal nie umarłam!
- Przepraszam- rozwiązał mnie, a ja strzeliłam mu otwartą dłonią w policzek- Zasłużyłem. Możesz się odwrócić?
- Po co?- odwróciłam się, byliśmy na jakiejś plaży, przy której stał mały drewniany domek.
- Zapraszam- wziął mnie na ręce i niósł do domku.
Otworzył drzwi, na środku stał stół nakryty białym obrusem, dwie świeczki czekały tylko, żeby je zapalić. Bartek mnie postawił.
- Zaplanowałeś to wszystko? Kumpel zmyślony?
- Tak.
- Niech zgadnę, rodzice też wiedzieli o tym planie, bo wiedziałeś, że w domu nie ma Dorki, tak?
- No może nie do końca, bo twoja mama nie dałaby mi cię porwać.
- No i miałaby rację.
- Może trochę przegiąłem, ale będzie co wspominać na stare lata- zaśmiał się, a ja też nie mogłam się od tego powstrzymać.
- Jesteś głupi, wkurzasz mnie, czasami doprowadzasz wręcz do szału. Z tobą jest źle, choć nie ciągle, ale bez ciebie jeszcze gorzej. Kocham cię- pocałowałam go.
- Mój złośnik.
- Mój głupek.
Zjedliśmy romantyczną kolację i spędziliśmy ze sobą kilka przyjemnych i upojnych chwil. Leżeliśmy w łóżku, w białej pościeli. Bartek bawił się moimi dłońmi.
- A gdzie masz pierścionek?- spytał.
- Pewnie leży gdzieś na podłodze w kuchni- zaśmiałam się- Naprawdę byłam już gotowa spakować ci walizki.
- Teraz wiem, że na pewno przegiąłem. Przepraszam- cmoknął mnie.
- Przeprosiny przyjęte, przynajmniej ładnie mi to wynagrodziłeś.
- A to nie koniec.
- Coś jeszcze? Tylko proszę już bez porwań.
- Żadnych porwań. Chciałabyś wrócić do gry?
- Bardzo, ale na razie to niemożliwe- westchnęłam.
- No właśnie możliwe.
- O czym mówisz?
- Rozmawiałem z prezesem, a raczej to on rozmawiał ze mną i się o ciebie pytał. Pewnie w poniedziałek będzie do ciebie dzwonił, ale ja już nie wytrzymam i muszę ci...
- Co?- spytałam podekscytowana.
- Jeżeli tylko będziesz na siłach i będziesz chciała, to możesz wrócić do treningów już na początku września. Ja od końca września będę ci pomagał, a tak to pytałem mam i chętnie nam pomogą, mamy też zaufaną nianię, która pilnowała Kubusia. Wybór należy tylko do ciebie.
- Naprawdę? Aaaaaaa. Dziękuję. Kocham cię- rzuciłam mu się na szyję i mocno pocałowałam.
- A teraz możemy wracać do domu? Tęsknię za małą.
- No pewnie. Ja nie widzę jej od kilku godzin i już mi jej brakuje, a co dopiero ty masz powiedzieć.
Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy w drogę do domu.
- Nurtuje mnie jedno. W domu było was dwóch. Chyba, że nagle wyrosły ci dwie dodatkowe ręce?- zaśmiałam się.
- No było dwóch- uśmiechnął się.
- Nawet nie pytam. Mój głupi braciszek uwielbia takie akcje. Już nie raz wywinął mi numer.
- Trafiłaś w dziesiątkę.
Pojechaliśmy po małą i w końcu wróciliśmy do domu. Bartek nie odstępował małej na krok, nawet sam ją wykąpał i nakarmił.
- Daj tatusiowi buzi na dobranoc i idziemy lulać- powiedziałam, trzymając Dorotkę na rekach.
- Dobranoc córcia- pocałował małą.
Położyłam się z małą na łóżku w sypialni i zaczęłam ją usypiać, nawet nie wiem kiedy sama zasnęłam. Przebudziłam się lekko, Dorci koło mnie nie było, słyszałam głos Bartka, który chodził po sypialni z małą na rękach.
- Tatuś bardzo za tobą i mamusią tęskni. Bardzo was kocham. Mam nadzieję, że wyrośniesz na taką samą kobietę jak twoja mama, no może trochę mniej nerwową i mniej skomplikowaną- zaśmiał się pod nosem, a na mojej twarzy zagościł uśmiech- Ale też za ten trudny charakterek ją kocham. Wiesz, że jesteś moim największym skarbem? Pewnie gdyby nie ty to już dawno straciłbym twoją mamusię i moje życie nie miałoby sensu. Dziękuję, że jesteś aniołku- mała usnęła, Bartek poszedł położyć ją do łóżeczka w pokoju obok. Po cichu poszłam za nimi. Kurek cmoknął małą w czółko i włożył do łóżeczka. Objęłam go mocno od tyłu.
- Myślałem, że śpisz.
- Kocham cię- cmoknęłam go w plecy.
- Ja ciebie też- odwrócił się do mnie.
- Wiesz, że już coś tam czułam do ciebie, zanim mnie ochlapałeś tuż przed maturą?- uśmiechnęłam się.
- Szkoda, że ja byłem wtedy zaślepiony...ehhh... Ale kiedy wjechałem w tą kałużę i cię zobaczyłem... Od tamtej pory nie potrafiłem nie myśleć o tobie- pocałował mnie.
- Naprawdę?
- Naprawdę. Głupio się przyznać, ale kiedyś przez to moje zamyślenie nie zauważyłem szklanych drzwi no i... trochę bolało- zaśmiał się.
- Przepraszam- wtuliłam się w niego.
- To nie twoja wina. Powinienem lepiej patrzeć gdzie chodzę.
- Nie za to- zaśmiałam się.
- A za co?
- Za wszystko. Za wszystkie przykrości, złości, za głupią zazdrość i upartość.
- To ja przepraszam, za to, że cię tak raniłem. Cieszę się, że dalej jesteś ze mną i mogliśmy stworzyć rodzinę- czule musnął moje usta.
- Zapomnijmy o wszystkich złych chwilach.
- Ja już ich nie pamiętam- wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.

***
Sierpień 2016 r. 
Nawet nie wiem, kiedy minął 2015 rok i ponad połowa 2016. Dużo się w tym czasie wydarzyło. Piter oświadczył się w końcu Moni. Magda zawiesiła karierę sportową, postanowiła zostać fizjoterapeutką i zająć się dziećmi. Dzieci jak to dzieci, po nich najlepiej widać jak szybko czas leci. Nie dawno woziłam z Madzią bliźniaki w wózku, a dzisiaj biegają i krzyczą, no wszędzie ich pełno. Moja Dorka jak już z nimi szaleje, gada to po swojemu i biega za nimi. Robi się bardzo podobna do Bartka, chociaż jak się denerwuje to całkiem jakbym widziała małego Michała. Arek to wykapany Mario. Zuzia też już wkrótce będzie miała maluszka. W maju w końcu wzięliśmy ślub z Bartkiem. Wesele było huczne i niezapomniane. W głowach wszystkich gości na pewno pozostanie tańczący Paweł z Karolem i Bartek z Pitem. Jak oni wywijali. Nie zapomnę też jak Marcin wstawał wznieść toast i uderzył w żyrandol. Było bardzo wesoło. Facu też się zakochał, myślę, że to będzie coś poważniejszego. Sezon był bardzo trudny. Dzieliliśmy się obowiązkami z Bartkiem. Jak ja kończyłam trening, to on przychodził z małą i się wymienialiśmy i na odwrót. Pomogli nam bardzo dużo niezastąpieni dziadkowie. Ciężko pracowałam, żeby wrócić do formy. Wiosną udało mi się to i nawet osiągnęłam szczytową na najważniejszą część rozgrywek. Niestety w tym roku musiałyśmy ustąpić pierwszeństwa Chemikowi Police i zadowolić się srebrem. Zaskoczyło mnie powołanie do kadry, co wiązało się z możliwością walki o wyjazd na igrzyska. Muszę przyznać, że to był jeden z  trudniejszych okresów. Początek zgrupowania jeszcze nie był taki zły, bo trenowałyśmy w Bełchatowie i codziennie byłam z moją córcią, znikałam tylko na treningi, ale potem wracałam do domu i mogłam się nacieszyć moim szczęściem. Później było gorzej, bo chłopaki zaczęli Ligę Światową, a my przeniosłyśmy się do Spały. Miałam naprawdę trudne momenty, bo widziałam małą tylko przez Skype i w weekendy. Zawodowy sportowiec poświęca swoją rodzinę, na rzecz sportowego sukcesu swojego kraju, nikt nie myśli ile ma wyrzeczeń. Później pojechałyśmy na WGP. Turniej miał być tylko przetarciem, chciałyśmy awansować do FinalSix, ale nie wiele nam zabrakło.
Panowie weszli do FinalSix, ale nie osiągnęli jakiegoś specjalnego wyniku. Wszyscy byli skupienia na nadchodzących Igrzyskach w Rio. Nie widziałam się z mężem, który też ciężko pracował i miał w dodatku inaczej wolne dni niż ja. Bartek był tak kochany, że kiedy miał wolne to przyjeżdżał do mnie w odwiedziny z małą. Ja z resztą jak tylko miałam ku temu okazje robiłam to samo dla niego. Nadszedł czas ogłoszenia kadry. Nie da się opisać radości po tym jak dowiedziałam się, że lecę do Rio. Bartka i Michała też powołali. Męska i żeńska reprezentacja leciała tym samym samolotem. Wszyscy byli podekscytowani i gdzieś w myślach każdy marzył o tym tak bardzo upragnionym medalu. Na szczęście nie musieliśmy żegnać się z naszą Dorotką. Madzia i Monia również lecą do Brazylii z dziećmi. Monika będzie się bawiła w nianię. A niech się przygotowuje, bo przecież kiedyś też będzie miała dziecko. Dobrze, że lecą też bliźniaki, bo mała by im tam się sama zaryczała za nami na śmierć, a tak to będzie się bawiła z Oliwią i Oliwierem. Po przylocie do Rio de Janeiro musieliśmy się rozstać.
- To my idziemy do wioski olimpijskiej, musimy się zameldować. Zresztą znasz te formalności- powiedziałam do Magdy.
- Dobrze. My też pojedziemy zameldować się w hotelu. 
- Widzimy się wieczorem w wiosce?- spytał Michał.
- Tak, przyjedziemy do was. Mamy niedaleko.
- No to musimy się pożegnać. Mamusia z tatusiem musi grać. Zostaniesz z ciociami- pocałowałam małą.
- Sitka- powiedziała mała.
- Tak, w siatkę- cmoknął ją Bartek.
- Ujek Miś?- spojrzała na Winiara.  
- Ujek też będzie grał w sitke- zaśmiał się- Musimy już iść.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i zaczęliśmy już ostatnią i najważniejszą fazę operacji "Rio".

Z fazy grupowej wyszłyśmy na drugim miejscu, a panowie na pierwszym. W ćwierćfinale po tie-breaku pokonałyśmy USA, a panowie pożegnali Włochów w czterech setach. W półfinale trafiłyśmy na Brazylię. Niestety kanarki były dla nas za mocne, ale nie poddałyśmy się bez walki. Pozostawało nam walczyć o brąz. Naszymi przeciwniczkami są Włoszki. Wiedziałyśmy, że możemy je pokonać i przywieźć medal do ojczyzny. Na mecz przyszło sporo naszych siatkarzy, ale także innych polskich sportowców. Nie zabrakło Facu, który postanowił zostać do końca IO w Brazylii i nam kibicować. Wyszłyśmy na boisko bardzo zdeterminowane. Początek był bardzo nerwowy w naszym wykonaniu, mocno szarpałyśmy grą, co pozwoliło Włoszkom na wypracowanie przewagi i utrzymanie jej do końca pierwszego seta. Drugi set był już bardziej wyrównany i udało się nam go wygrać na przewagi. W trzecim Włoszki znowu pokazały na co je stać i wygrały seta do 22. W czwartym prowadziłyśmy większość seta, ale to Włoszki mają teraz piłki meczowe. Trener poprosił o czas.
- Dziewczyny to tylko trzy punkty, przecież potraficie to odrobić. Musicie obronić dwie piłki i walczyć, żeby to spotkanie jeszcze trwało.
- Dawać dziewczyny! Damy radę!- krzyknęła nasza kapitan Kasia Skowrońska.
Wróciłyśmy na boisko. Włoszki zagrały prosto na mnie. Udało mi się przyjąć w punkt, Asia rozegrała piłkę do Kasi, a ta ścięła po skosie. Jeszcze dwa. Majka na zagrywce, posłała ostry flot, z którym nie poradziła sobie libero. Jeszcze jeden. Majka ponownie zagrałam flotem, ale tym razem przyjęły. Rozgrywająca posłała piłkę do lewoskrzydłowej, a Kąkolweska i ja postawiłyśmy efektowny blok. Remis. Moja kolej na zagrywce, włożyłam w nią całą siłę i Włoszki przyjęły na drugą stronę, a na piłkę czekała Majka, która wbiła gwoździa. Mamy setową! Trener przeciwniczek bierze czas.
- Bardzo dobrze dziewczyny! Grać tak do końca. Jeszcze tylko jedna piłka i dalej możemy mieć medal- mówił Makowski- Ola, wiesz co masz robić, tak jak na treningu i tak jak już nie jeden raz, zagraj skrót- pokiwałam głową.
Wróciłyśmy na boisko, stanęłam w polu zagrywki, tętno miałam nieźle przyspieszone. Wypuściłam powietrze z płuc, podrzuciłam piłkę i uderzyłam, wpadła prosto pod nogi przyjmującej. Mamy tie-break! Maja rzuciła mi się na szyje.
- Żyjemy- powiedziałam do przyjaciółki z drużyny.
- I to przeżyjemy- przybiła mi piątkę.
Tie-break był bardzo wyrównany, grałyśmy punkt za punkt. Jednak w końcówce to my wyszłyśmy na prowadzenie 14:12. Meczowa na wagę olimpijskiego brązu. Zagrywa Asia Wołosz, piłka przeleciała na drugą stronę, włoszki przyjęły i kiwnęły na drugą stronę. Nie dałyśmy się zaskoczyć, Wołosz wystawiłam do mnie, a ja uderzyłam po prostej. Sędzia uniósł chorągiewkę do góry. Wkurzyłyśmy się, bo byłyśmy pewne, że piłka była w boisku. Kłóciłam się z moją vis a vis, Kasia kłóciła się z sędzią i wszystko skończyło się żółtą kartką. Trzeba się uspokoić, to może być ostatnia szansa na wygraną. Gwizdek sędziego, piłka leci na naszą stronę, Zaroślińska przyjmuje, rozegranie do Kasi, a ta uderza w blok, na szczęście jest asekuracja. Asia posyła piłkę do mnie, wyskakuję i uderzam między dwie zawodniczki drugiej linii. Koniec! Wyskoczyłam do góry, po chwili poczułam jak rzucają się na mnie koleżanki. Krzyczałyśmy i skakałyśmy z całym sztabem. Po policzkach spływały nam łzy szczęścia.
- Kocham Was dziewczyny!- krzyczał trener i ściskał każdą z osobna.
- To my pana kochamy trenerze!- krzyknęłyśmy.
Pobiegłam do band, gdzie stała moja rodzina. Bartek stał z Dorotką na rękach.
- Zrobiłaś to!- pocałował mnie.
- Nie wierzę w to- przytuliłam ich.
- Mama- Dorotka wyciągnęła do mnie rączki i wzięłam ją do siebie, a ta mocno się we mnie wtuliła.
- Brawo Olka!- przytulił mnie Winiar.
- Dzięki brat.
Radości, ściskania i gratulacji nie było końca. Dekoracja dopiero jutro po meczu finałowym. Byłam bardzo szczęśliwa. Teraz trzymałam kciuki za mojego męża.
Złoto wywalczyła Brazylia, a srebro Japonia. Czułam ogromną dumę, kiedy stawałyśmy na podium razem z moją drużyną. Zapracowałyśmy na ten medal, tyle wyrzeczeń, ale medal to rekompensuje, wiesz, że nie robiłeś czegoś bez sensu. Zostałam również wybrana najlepiej zagrywającą turnieju.

Panowie mierzyli się w półfinale z Bułgarią. Bałam się tego meczu, decydował on o tym czy chłopaki będą mieli pewny medal. Jaka to była radość, kiedy po morderczym tie-breaku wygraliśmy 23:21. W finale przyszło nam się mierzyć z Rosją, która ograła Brazylię 3:1. Mamy szansę powtórzyć kolejny sukces kadry Wagnera. Usiadłam na trybunach z moimi przyjaciółkami i Facu, na kolanach trzymałam Dorcię, która miała na szyi mój medal. Denerwowałam się gorzej niż przed własnym meczem. Jesteśmy tak blisko, a zarazem tak daleko. Ważne, że mamy już medal, dzisiaj dowiemy się jaki. Mecz bardzo dobrze rozpoczęli Rosjanie. Muserski posłał serię trudnych zagrywek i to pozwoliło Sbornej na wypracowanie kilku punktowej przewagi i niestety przegraliśmy seta do 19. Druga partia to gra punkt za punkt, Mario w końcówce wszedł w pole serwisowe i posłał asa, setowa dla nas. Wlazły znów piekielnie mocno w Spiridonova, który przyjmuje piłkę i posyła ją gdzieś w trybuny. 1:1! Zaczynamy od początku, otwieramy na nowo mecz. W trzecim secie nasi byli górą i ograli Rosjan do 22. Czwarta partia zaczęła się bardzo dobrze dla naszych, na drugiej przerwie technicznej prowadziliśmy 16:11. Bartek po przerwie zepsuł zagrywkę i u przeciwników na serwy wszedł Pavlov. Przytrafiła nam się seria, Rosja doprowadziła do remisu. Pavlov zagrał w Zatiego, temu udało się przyjąć, Drzyzga wystawił do Nowakowskiego na krótką, a ten na tym swoim słynnym zasięgu wbił piłkę w parkiet. Graliśmy punkt za punkt, prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, już było wiadomo, że ten set nie zakończy się w 25 punktach. Przy stanie 26:26 na zagrywkę powędrował Kurek. Nerwowo już nie wytrzymywałam, Monia obgryzała paznokcie, Magda tuliła dzieci, a Facu nerwowo łapał za nogawkę spodni.
- Spokojnie Bartek, tylko nie zepsuj- mówiłam pod nosem i pocałowałam małą w główkę.
Kurek wyrzucił piłkę do góry, a ta z ogromną prędkością przeleciała na stronę Rosjan. Ermakov przyjął niedokładnie, Grankin posłał piłkę do Apalikova, który został zablokowany przez Mariusza i Karola. Meczowa! Meczowa na wagę olimpijskiego złota! Wszyscy stoją, w oczach mam łzy, tętno chyba ze 200, trzymajcie mnie, bo zaraz tu zejdę! Kurek tym razem lżej, piłka przewinęła się po taśmie, Grankin odrzucił ją do tyłu, Spiridonov wystawił, a Pavlov splasował. Winiarski obronił piłkę, Drzyzga posłał piłkę do Kurka, a ten z impetem obił blok Rosjan i piłka wyszła na aut. To już?! Tak! Tak! Jesteśmy Mistrzami Olimpijskimi! Rozpłakałam się i mocno przytuliłam naszą córcię. Ściskałam się z Facu i przyjaciółkami, wszyscy byli przeszczęśliwi. Podeszłyśmy z Madzią i z dziećmi do band, Monia z Facundo też poszli za nami. Po chwili podbiegli do nas nasi małżonkowie i pierwsze co zrobili to mocno przytulili i pocałowali.
- Cholera, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi! Mam przy sobie trzy najcenniejsze złota.
To, które za chwilę dostanę i te dwa które na mnie patrzą. Kocham Was- przytulił nas ponownie.
- My Ciebie też.
Bartek poszedł przygotować się na dekorację. Kurek został MVP całego turnieju, Paweł najlepszym libero, a Wlazły najlepiej atakującym. Chłopaki wykonali przewrót przed wejściem na najwyższy stopień podium. Mazurek Dąbrowskiego wywołał we mnie potok łez dumy i szczęścia. Później była chwila dla fotoreporterów, a potem wszyscy weszliśmy do nich na płytę świętować. Chociaż Dorotka powinna dawno już spać, to nawet o tym nie myślała, tylko wywijała z bliźniakami do piosenek, puszczanych przez DJ`a. Wiadomo, że nasi siatkarze robią najlepsze imprezy i tym razem nie było inaczej. W Polsce zostaliśmy przywitani przez najlepszych kibiców na świecie i świętowaliśmy przez kolejne dni, zarówno damska jak i męska kadra. Nawet trafiliśmy z Bartkiem na okładkę jednej z gazet z dopiskiem "Rodzinka na medal", jakiś fotograf uchwycił moment, w którym Bartek podszedł do nas po meczu i mnie pocałował. Wywiadów, odwiedzin w różnych telewizjach i placówkach nie było w końca, ale w końcu przyszedł czas na odpoczynek. W końcu mogliśmy spędzić wolny czas całą trójką, nie martwiąc się, że zaraz trzeba będzie się rozstawać i jechać na zgrupowanie. Patrzyłam jak Bartek bawi się z naszą córcią na kanapie, ta radość w ich oczach... I pomyśleć, że gdyby nie siatkówka, to nie byłabym teraz tu gdzie jestem, nie poznałabym Bartka bliżej i nie byłoby naszego największego skarbu - Dorotki, która jest najlepszym co mogło nam się przytrafić. Mimo tylu zawirowań, w końcu jesteśmy ze sobą szczęśliwi i myślę, że tak już będzie zawsze, bo razem potrafimy przetrwać wszystko.




Zabijcie mnie! Zawińcie w dywan i wywieźcie do lasu, ale naprawdę nie miałam czasu. Już się tłumaczę. Rozdział planowałam dodać w sierpniu przed wyjazdem na koncert JT, ale pojechałam do Piły na finał Plaży Open (polecam, kto nie był, bo plażówka to fajna sprawa). Później miałam już siedzieć cały sierpień w domu (z wyjątkiem koncertu) i wtedy stało się coś czego nigdy nie zapomnę. Spełniło się moje marzenie, wygrałam bilet na otwarcie mistrzostw! Nie wyobrażacie sobie co wtedy czułam, poryczałam się ze szczęścia. Chciałam napisać to w wolnych chwilach, kiedy nie było u mnie rodziny, ale wena zawodziła, a później byłam w Warszawie.

We wrześniu na dobre zaczęły się mistrzostwa i nie miałam kiedy pisać, bo żyłam tylko siatką. I wtedy zdarzył się kolejny cud, bo wygrałam bilet na finał! (Szczęściara do kwadratu, muszę zagrać w totka :p ) Warunek postawiony przez rodziców był jeden, Polacy muszą grać w finale. Wszyscy wiemy jak było, a ja nadal mam w sobie tą pozytywną energię i kiedy oglądam filmik, który nagrałam podczas meczowej to serducho bije mocniej, a ciarki przelatują po całym ciele. Może któraś z Was też była? 
Przepraszam, że nie dodałam od razu, ale szkoła mi nie za bardzo nie pozwoliła, ale w końcu znalazłam chwilkę wolnego i przyszło troszkę weny i tak o to jest epilog. Przepraszam, bo nie potrafię pisać epilogów, ale się starałam.
No to przyszła ta chwila, żeby się pożegnać. Jest mi trochę smutno, że to już koniec. Miałam nie raz chwile zwątpienia czy pisać dalej to opowiadanie, ale to Wy dawałyście mi siłę. Dziękuję, za to, że byłyście ciągle ze mną, nawet jak długo nie pojawiały się rozdziały. Tego bloga pisałam dla Was kochane <3 Wielkie DZIĘKUJĘ dla Was. Nie chcę Was prosić o komentarze, bo za to, że tak Was zaniedbałam to powinnam nieźle oberwać ;p Ale będzie mi bardzo miło jak jakiś się pojawi.
Na razie kończę z pisaniem. Nie chcę Was znowu zaniedbywać, a teraz nie mam zbytnio czasu na blogowanie. Może jeszcze kiedyś wrócę z nowym opowiadaniem, kto wie? Mam nawet dwa zaczęte, ale... No zobaczymy co to będzie. Jeszcze raz dziękuję, za to, że byłyście. Będzie mi Was brakowało :*
Alex6
  


czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 52

Rano wszystko wyglądało jak zwykle. Bartek inaczej się nie zachowywał, a ja z wielkim trudem udawałam, że wszystko jest ok.
- Dobrze się czujesz Misia?- spojrzał na mnie jak szykował się na trening.
- Tak, wszystko w porządku.
- Na pewno? Jakaś inna jesteś- podszedł i mnie przytulił.
- Wydaje ci się. Lepiej już idź, bo się spóźnisz.
- Dobrze, ale jak wrócę to jestem cały twój. Dzisiaj nie mamy wieczornego- cmoknął mnie w nos i wyszedł.
Nie wiem, może jestem zbyt podejrzliwa? Jestem przewrażliwiona, ale kto by nie był po tym co przeszłam? 
Próbowałam o tym nie myśleć. Zadzwoniłam do Magdy i gadałam z nią blisko pół godziny. Oczywiście nie wspomniałam, że podejrzewam Bartka o zdradę. Później do mieszkania wrócił Kuraś.
- Jak obiecałem, dzisiaj jestem cały twój- pocałował mnie i dał mi moją ulubioną truskawkową czekoladę.
- Dziękuję.
- Co powiesz na pierś kurczaka nadziewaną żółtym serem i szpinakiem zapieczoną w cieście francuskim?
- Brzmi smacznie.
- I takie jest. To dzisiaj ja robię obiad, ale najpierw skocze po zakupy. To ty tu sobie usiądź, dzisiaj to ja gotuję. Kupić ci coś?
- A mogę iść z tobą?
- Głupio się pytasz. No pewnie, ale myślałem, że ci się nie chce.
- Prawie ciągle siedzę w domu, już mam go powoli dosyć.
- To ubieraj się i jedziemy.
Po zakupach Bartek zrobił znakomity obiad, chociaż nauczył się gotować. Później leżeliśmy razem na kanapie i oglądaliśmy jakąś komedię romantyczną.
- Bartuś...
- Tak?
- Mamy lody truskawkowe?
- Lody? Jest grudzień.
- Ale ja mam taką ochotę na lody, no Bartuś no, do sklepu parę kroków- zrobiłam minę małego szczeniaczka.
- Co ty sobie młoda wymyśliłaś?- powiedział do brzuszka i wstał.
- Dziękuję, kocham cię- cmoknęłam w powietrze.
- Chcesz coś jeszcze?
- Hymm? Rodzynki w czekoladzie- wyszczerzyłam się.
- Tak jest- ubrał się i wyszedł.
Chyba rzeczywiście przeginam. No ale spokoju nie daje mi ta Kamila. Może to jakaś kuzynka? Kocham go i muszę mu ufać. Przeginam, koniec z podejrzliwością.
- Jestem i mam dla ciebie niespodziankę- krzyczał z korytarza.
- Jaką?
- A taką- do pokoju wszedł Michał z Olim na rękach.
- Moje Misiaki- przytuliłam ich.
- A tu reszta- Bartek wszedł z Madzią i Oliwką.
- Hej- przywitałam się z nimi- A jak wy się tu znaleźliście?
- A pomyśleliśmy, że wpadniemy i spotkaliśmy Bartka jak wracał do domu-powiedziała Magda.
- No lodów się zachciało- zaśmiał się.
- Ach te zachcianki, dobrze to znam- westchnął Winiar.
- Rozbierajcie się i siadajcie. Co chcecie do picia? A może lody?
- Na dworze jest wystarczająco zimno- zaśmiała się moja bratowa- Przywiozłam ciasto od mamy i dała ci jeszcze ogórków kiszonych.
- O jejciu, muszę do niej zadzwonić i podziękować. To co chcecie?
- Dla mnie kawa- powiedział Michał.
- Ja herbatę.
- Ja kawę, pójdę ci pomóc- powiedział Bartek.
- Nie, ja pomogę, a wy zostańcie z dziećmi- powiedziała Magda.
Poszłyśmy do kuchni, ja wstawiłam wodę na herbatę, a Madzia kroiła ciasto.
- Dlaczego mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego?- spytała.
- Ehh- westchnęłam- Był między nami mały kryzys, ale chyba już jest wszystko ok.
- Czemu nic nie mówiłaś?
- Nie chciałam cię denerwować.
Woda się zagotowała i zalałam herbaty i kawy, już miałyśmy brać wszystko do salonu, kiedy:
- Ała!- ktoś wrzasnął.
Magda się wystraszyła i od razu pobiegłyśmy do pokoju. Zastałyśmy tam Bartka trzymającego się za nos, obok niego siedział śmiejący się Oli i płaczący ze śmiechu Winiar z Oliwką na kolanach.
- Co tu się stało?- spytałam.
- Oli...hhahaha....Oli...- Michał nie mógł przestać się śmiać, a mój chrześniak jeszcze głośniej zaczął się śmiać.
- Michał, nie śmiej się jak idiota, tylko powiedz co zrobiliście- powiedziała Magda.
- Już się uspokajam- wziął oddech i znowu zaczął się śmiać- Dobra już- posadził małą obok- Bartek bawił się z Olim i mały wziął pilot, a ten czy chce przełączyć, wtedy to nasz synuś przyłożył wujaszkowi prosto w nos- zaśmiałyśmy się równocześnie.
- To nie jest śmieszne- powiedział cicho Bartek- No dobra, może jest- i sam zaczął się śmiać.
Magda wzięła swojego synka na ręce.
- Nie wolno tak synuś, nie bij wujka.
- Pokaż ten nos- podeszłam do Bartka- Nic ci nie jest- cmoknęłam go w czoło.
- A mnie jeszcze boli, może mocniejszy całus?- dostał ode mnie poduszką.
Poszłyśmy z Magdą po poczęstunek, a chłopaki rozłożyli dzieciom kocyk i położyli jakieś zabawki. Spędziliśmy naprawdę miły wieczór.

Sytuacja wróciła do normy, Bartek częściej jest w domu. Wigilia już za kilka dni, jak ten czas leci. Za dwa miesiące na świecie będzie już nasza Dorotka, już nie mogę się doczekać. Na początku nie sądziłam, że tak ją pokocham, to jest coś niesamowitego. Dzisiaj Bartek ma dwa treningi, mówił, że ten wieczorny będzie dłuższy, bo rano mieli tylko siłownię. Zjedliśmy razem obiad i zaraz poleciał do pracy. Z nudów zaczęłam oglądać jakiś seriali, i nie powiem, wciągnął mnie. Śledzenie losów bohaterów przerwał mi dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, ich widok całkowicie mnie zaskoczył.
- Hej lalka- Kłos wpadł do środka i pocałował mnie w policzek, za nim weszli Wronka, Włodi, Zati, Nico i Facu.
- Cześć. A co wy tu robicie?
- Dawno się nie widzieliśmy, to pomyśleliśmy, że wpadniemy- powiedział Andrzej.
- Aha, a Bartek ponoć ma teraz trening- skrzyżowałam ręce, a na ich twarzach pojawiło się zmieszanie.
- No wiesz- zaczął Paweł.
- Urwaliśmy się- wypalił Karol.
- Wszyscy?
- Raz można- dodał Wrona.
- Dobra, nie kryjcie go. Ja już sobie z nim pogadam. Napijecie się czegoś?
- Tak, ale nie tutaj. Porywamy cię na gorącą czekoladę do miasta.
- Komicznie będzie to wyglądało, szóstka młodych chłopaków z ciężarną w kawiarni.
- To kto robi za tatusia?- zaśmiał się Wojtek.
- Dajcie mi pięć minut.
Ubrałam się ciepło i byłam gotowa. Postanowiliśmy się przejść do pobliskiej czekoladziarni. Mają tam najlepsze desery z czekoladą pod słońcem. Szłam z jednej strony pod rękę z Andrzejem, a z drugiej z Facundo. Po drodze jak zwykle się wygłupiali.
- Andrzej, a umiesz moonwalk?- spytał Karol.
- Pewnie, że tak. A ty?
- No pewnie, zaraz ci pokażę.
Karollo zaczął wykonywać słynny moonwalk, tyle tylko, że jest zimna i jest ślisko. Wywinął bardzo efektownego orła, a cała ekipa gruchnęła śmiechem.
- Żyjesz?- spytałam.
- Ja tak, ale mój tyłek nie.
- Jakbyś się połamał to bym cię zabiła.
- Hahhaha nasz Jackson zaliczył glebę- Wojtek zwijał się ze śmiechu i po chwili dostał śnieżką od Karola.
Zaraz dołączył do nich Paweł, Facu i Nico, tylko Andrzej stał ze mną.
- Przepraszam cię za te dzieciaki.
- Jakie dzieciaki?- Zati rzucił w Wronkę śnieżką.
- Przepraszam na chwilę- on też zaczął się tarzać w śniegu.
- Nawet nie wiecie jak bym się z wami potarzała- śmiałam się- Za rok sobie odbijemy.
W końcu się ogarnęli i doszliśmy do kawiarni. Tam wszyscy zamówiliśmy sobie pyszne desery i gorącą czekoladę.
- Tego mi było trzeba- powiedział Wojtek, kiedy upił łyk czekolady.
- Mi bardziej. Chyba przemokły mi gacie- skrzywił się Karol, a my wybuchliśmy śmiechem.
Spędziliśmy naprawdę miły czas. Do domu odprowadzał mnie Conte.
- Uśmiechnij się- objął mnie ramieniem.
- Facu, jest mi coraz ciężej- wtuliłam w niego głowę.
- Pewnie Bartek?
- A kto inny?
- Ehhh, wiem, że to głupio zabrzmi, ale nie przejmuj się nim.
- Jak mam się nie przejmować? On mnie ciągle oszukuje.
- Ja nie wierze, że on cię zdradza. Co prawda długi czas działał mi na nerwy, ale w końcu się dogadaliśmy. Jak ja już nie wierzę w jego niewierność to to powinno cię przekonać.
- No nie wiem.
- Zaufaj mi, a przede wszystkim jemu. Może spytaj go wprost? Nie zamartwiaj się tym, ciesz się że jesteś zdrowa, będziesz mamą, a nie każda kobieta ma taką szansę. Ciesz się tym co masz, bo są ludzie, którzy nie mają nic, ani zdrowia, ani rodziny.
- Dziękuję- stanęłam i mocno go przytuliłam.
Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się pod naszym domem. Pożegnałam się z Facu i weszłam do mieszkania. Rozmowa z nim trochę mi pomogła. Humor jednak nie za bardzo się poprawił, bo Bartka jeszcze nie było. Przebrałam się i zaczęłam przygotowywać kolację. Jaśnie pan raczył się w końcu pojawić.
- Mmm, a co tak pachnie?- wszedł do kuchni i przytulił mnie od tyłu- Już jestem skarbie- cmoknął mnie w policzek.
- Taki długi mieliście ten trening?
- No niestety, ale bez pracy nic się nie osiągnie.
- Yhym- zaśmiałam się nerwowo pod nosem.
- O co ci chodzi?
- O nic. Siadaj i jemy.

Nadszedł czas Wigilii. Chłopcy dostali trzy dni wolnego. Bartek już więcej mnie nie oszukał, wiem, bo mój informator, czytaj Facu, mówił kiedy mają treningi. Może już to skończył? Nie ważne, nie chcę tego rozdrapywać, teraz jest całkiem dobrze. Wyszykowaliśmy się i pojechaliśmy do rodziców Kurasia gdzie mamy spędzić wspólnie Wigilię. Wszyscy byli już w domu. Oczywiście mamusie nie kazały mi nic robić i posadziły mnie na kanapie. Magda usiadła koło mnie z maluchami.
- Ślicznoty- wycałowałam maluchy- To ich pierwsze święta.
- No, moje maleństwa- przytuliła je- Za rok to już będą biegały po domu, a Dorcia razem z nimi- pogłaskała mnie po brzuchu.
- Nawet się nie obejrzymy.
- Ola- Kubuś się do mnie przytulił- Kiedy ty w końcu urodzisz?
- Jeszcze tylko dwa miesiące- zaśmiałam się i zmierzwiłam mu włosy.
- A będę mógł wozić ją wózkiem?
- No pewnie.
- To fajnie, bo chłopaki w kuchni rozmawiali, że dziewczyny lecą na facetów z dziećmi.
- A kto dokładnie?- uniosła brew Magda.
- No Bartek, Michał i Zbyszek- spojrzałyśmy na siebie i wybuchłyśmy śmiechem.
Do pokoju weszli panowie.
- No to rozumiem, że jak już urodzę to będziecie razem na spacerki chodzić?- spytałam.
- No pewnie- uśmiechnął się Winiar.
- Nie martw się Zbysiu, Michał podzieli się z tobą dzieckiem i będziecie mogli rwać- Madzia puściła im oczko.
- Nie wiem o czym mówicie- Zbyszek podrapał się po głowie.
- Dobra, dobra. Tylko nie zapominajcie, że większość lasek obrączka odstrasza.
Później zasiedliśmy do kolacji, no a potem tradycyjnie prezenty. Dzieciaki miały najwięcej frajdy. Bliźniaki zaraz po odpakowaniu prezentów usnęły rodzicom na rękach. Winiarscy zanieśli je do pokoju i wrócili do nas. Dostałam mnóstwo ubranek dla malutkiej. Siedzieliśmy w rodzinnym gronie, pośpiewaliśmy kolędy i porozmawialiśmy. Po 23 zaczęliśmy zbierać się do domu. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wsiedliśmy do samochodu. Coś nie pasowała mi droga do domu, nagle się zatrzymaliśmy.
- Bartek gdzie jesteśmy? Co się dzieje?
- Ola muszę ci coś powiedzieć...
- Wiedziałam- do oczu napłynęły mi łzy- Mogłeś sobie to oszczędzić i powiedzieć mi to po świętach.
- Co? O czym ty mówisz?
- Odwieź mnie do domu, jutro się spakujesz!
- O co ci chodzi? Jutro się spakujemy, ale razem.
- Wiem, że masz inną. Ja się nie wyprowadzam z mojego mieszkania.
- Ty myślisz, że ja... hhahahhaha
- I z czego rżysz?- wytarłam łzy z policzków.
- Nie pomyślałem, że to tak może wyglądać, mój błąd- wysiadł z samochodu i poszedł otworzyć moje drzwi- Wysiądź- wyciągnął do mnie rękę.
- Nigdzie się nie ruszam.
- Chodź- wyciągnął mnie z auta.
Stanęliśmy przed jakimś domem.
- No i co?
- Ładny?
- Przyjechaliśmy tu tylko po to, żebyś zasięgnął mojej opinii na temat domu?
- Odpowiesz mi?
- Ładny- burknęłam.
- No to popatrz teraz- domek był przybrany w białe lampki, które teraz się zaświeciły- Wesołych Świąt- uśmiechnął się.
Stałam jak wryta, czy to jest to co myślę?
- Ten dom to...
- Prezent od Mikołaja. To nasz nowy dom- objął mnie, a mi zrobiło się strasznie głupio.
- Jestem okropna. Straszna ze mnie zołza- schowałam twarz w dłonie.
- Przestań. Ja też głupio zrobiłem, nie pomyślałem, że mnie o coś takiego posądzisz, ale rozumiem cię po tym jak nadużyłem twojego zaufania.
- Przepraszam- pocałowałam go.
- Ja też. To chcesz zobaczyć go w środku?- pokazał kluczyki.
- Jeszcze pytasz?- wzięłam klucze i weszliśmy do środka.
Był to uroczy, piętrowy domek. Na dole była kuchnia, salon, łazienka i mały pokój gościnny. Na piętrze znajdowała się nasza sypialnia, mała łazieneczka i pokój dla dziecka. Wszystko było już urządzone i wyglądało cudownie. Bartek nawet postawił i ubrał choinkę w salonie. Zaczęłam płakać.
- Co jest?- przytulił mnie.
- To ze szczęścia. Tak to wszystko ładnie i sam urządziłeś. To najpiękniejszy prezent jaki dostałam. Jesteś moim największym szczęściem- wtuliłam się w niego.
- No wiesz sam tego tak do końca nie urządzałem. Trochę mi pomogła projektantka wnętrz, Kamila- a więc to ona- Ale malowałem i składałem meble sam, no może czasami z małą pomocą chłopaków.
- Oni też o tym wiedzieli?
- Oczywiście, to miała być niespodzianka wyłącznie dla ciebie- cmoknął mnie.
- Kocha...- w tym momencie zrobiło mi się strasznie słabo.
- Ola coś nie tak?- Bartek lekko się wystraszył.
- Strasznie mi gorąco- nogi odmówiły mi posłuszeństwa i wylądowałam w ramionach Bartka.
- Ola! Ola! Słyszysz mnie?!- dochodziły do mnie stłumione dźwięki, a po chwili zrobiło się czarno.


Przepraszam! Wena mnie totalnie opuściła :( Przepraszam za tą beznadzieję powyżej, zawaliłam :( Następny to już epilog. Postaram się, żeby był dobry i długi. Nie chcę Was zawieść, bo i tak już za dużo razy to zrobiłam. Miałam ponadrabiać zaległości, ale co jakiś czas jestem w rozjazdach i nie mam chwili, żeby wszystko przeczytać. Jak już skończę to opowiadanie to usiądę do wszystkich zaległych blogów, ale na razie muszę się skupić na epilogu, a z kulejącą weną nie będzie to łatwe. Wybaczcie. Jeszcze raz przepraszam za tak wielkie opóźnienie. To do epilogu...
Pozdrawiam i dziękuję, że mimo wszystko jesteście :*
PS Pytałyście czy będę na Mistrzostwach Świata. No niestety nie, ale kto wie. Jak to mówią wszystko się może zdarzyć ;)

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 51

Nerwowo stukałam  paznokciami o blat stołu. Co robić? Co robić? Spojrzałam na bukiet róż, który zostawił Bartek, a potem na lodówkę gdzie były przyczepione zdjęcia, między innymi moje z Facu. Cholera! Znowu wszystko się skomplikowało. Zaraz Facu wróci z treningu. Powiedzieć mu, że się zdecydowałam? Może jakiś znak? Cokolwiek! Ja naprawdę nie byłam nigdy tak skołowana. Schowałam twarz w dłonie i wtedy usłyszałam piosenkę. Zerwałam się i złapałam komórkę. Wybrałam numer do niego.
- Halo?
- Piotrek? Ty też jesteś w Polsce?- zdziwiłam się jak usłyszałam Nowakowskiego.
- Nie, ale Bartek zostawił telefon. Był u ciebie?
- Tak. Przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwonię później- rozłączyłam się.
Bez większego namysłu założyłam trampki i bluzę, i wybiegłam z domu. Nie wiem co się ze mną dzieje. Nazywają to chyba... miłość? Biegłam do wyjścia z mojego osiedla. Miałam nadzieję, że Bartek nie zdążył daleko pójść. Dobiegłam do furtki i wyszłam z osiedla. Rozpoznałam jego sylwetkę, był już trochę daleko.
- Bartek!- krzyknęłam- Bartek!
Obrócił się, a ja zaczęłam biec w jego kierunku, on długo nie czekał i jeszcze szybciej znalazł się przy mnie. Wpadliśmy sobie w ramiona, zaraz znalazłam się nad ziemią w uścisku Kurka. Spojrzałam mu w oczy, uśmiechał się tak jak kiedyś. Też się uśmiechnęłam i delikatnie ucałowałam go w usta. Odstawił mnie na ziemię.
- Chodź- wzięłam go za rękę i szliśmy w kierunku domu.
- Już myślałem, że będę spał u Maćka- zaśmiał się- Nawet kluczy nie wziąłem.
- Tak ci się do mnie spieszyło?
- Nawet nie wiesz jak- cmoknął mnie w szyję- Żałuję, że nie przyjechałem szybciej.
- Chyba nie uciekłeś sprzed ołtarza?- Kurek nic nie odpowiedział- Uciekłeś?! Przecież pewnie nie masz już pracy.
- Nie obchodzi mnie to. Liczysz się tylko ty- obrócił mnie do siebie i czule pocałował.
Weszliśmy do mieszkania i poszliśmy do kuchni.
- Bartek...- usiadłam na krześle.
- Co jest?- przykucnął przy mnie, złapał za moją dłoń i patrzył w oczy.
- Bo ja ci czegoś nie powiedziałam... To znaczy próbowałam, ale nie potrafiłam...
- Spokojnie. Mów powoli- mocniej ścisnął moją dłoń.
- Ja...- nie potrafiłam tego powiedzieć, wzięłam jego rękę i położyłam na moim brzuchu. On z wielkimi oczami wpatrywał się w mój brzuch i zaczął delikatnie gładzić go ręką.
- Albo to jest to co myślę, albo strasznie przytyłaś- zaśmiał się delikatnie i umilkł- Który miesiąc?
- Końcówka czwartego.
- Zamierzałaś mi w ogóle kiedyś powiedzieć?- spytał z żalem.
- Jeżeli wziąłbyś dzisiaj ślub to... nie.
- I myślałaś, że się nie dowiem?!- wstał.
- Byłeś tak w nią zapatrzony! Nie chciałam być jak Ewelina!- do oczu napłynęły mi łzy.
- Ja kocham tylko i wyłącznie ciebie!
- To czemu pozwoliłeś mi się od ciebie oddalić?! I czemu się spotykałeś z tą zdzirą?!
- Chciałem zobaczyć czy ci na mnie zależy! A ty czemu spotykałaś się z Facundo?!
- Ja się z nim nie spotykałam! Ale teraz tego żałuję!- rozpłakałam się.
- Ola...- chciał mnie przytulić, a ja go odepchnęłam.
- Wyjdź stąd!- krzyknęłam, a łzy ciurkiem płynęły mi po policzkach.
- Ola- przyciągnął mnie do siebie i zamknął w uścisku, ja okładałam go pięściami- Cichutko, spokojnie-moje ciosy słabły- Przepraszam- cmoknął mnie w czubek głowy.
- Ja też przepraszam- przytuliłam się do niego.
- Kocham cię- złapał mnie za podbródek i spojrzał głęboko w oczy- Jesteś tą jedyną i chcę z tobą być do końca życia, chcę razem z tobą wychować nasze maleństwo. Zapomnijmy o tych złych chwilach, o tym co było, liczy się tylko tu i teraz. Zacznijmy nowy, wspólny- dotknął mojego brzucha- etap w życiu.
- Też cię kocham- pocałowałam go.
Staliśmy tak i wtedy do mieszkania wszedł Facundo.
- Już jestem!- krzyknął z korytarza- Trening mi się przedłużył. Jak tam kola...- wszedł do kuchni i otworzył buzię ze zdziwienia, kiedy zobaczył Bartka- To ja może pójdę do siebie.
- Facu- zatrzymałam go- Przyjechał niespodziewany gość, ale przecież obiecałam ci kolację. Zostań.
- Nie, dawno się nie widzieliście i pewnie chcecie pobyć sami. Nie będę wam przeszkadzał- miał już wychodzić, ale znowu się odwrócił- Dbaj o nią- powiedział do Bartka.
- Możesz być o to spokojny... Facundo?- Bartek podszedł do Argentyńczyka- Dziękuję, że zaopiekowałeś się Olą- wyciągnął do niego rękę.
- Nie ma sprawy- uścisnął dłoń Kurka.
Facu podszedł jeszcze do mnie.
- Ciągle możesz na mnie liczyć i wybij sobie z głowy, że teraz nie chcę cię znać- uśmiechnął się.
- Dziękuję. Jesteś kochany- przytuliłam go i cmoknęłam w policzek.
Conte wyszedł z mieszkania, a ja zostałam sama z Kurkiem.
- To jemy?- uśmiechnął się rozbrajająco.
- Kocham cię- przytuliłam się do niego, a potem zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy- Jestem z ciebie dumna.
- Z czego?
- Ładnie się zachowałeś. Pokazałeś klasę.
- Aaaa... Wiem, że ci dużo pomógł.
- Bartek ty wiesz, że on się we mnie...
- Zakochał? Wiem, to bardzo wyraźnie widać. A ty coś do niego czujesz?
- Nie wiem. Dał mi duże wsparcie, kiedy ciebie nie było. Jest dla mnie bardzo dobrym przyjacielem.
- A czy...
- Tylko przyjacielem- przerwałam mu- Chciałam z nim spróbować i dzisiaj miałam mu to powiedzieć, ale pojawiłeś się ty. Mój jedyny wielkolud, z którym jest mi strasznie trudno żyć, ale bez którego jest jeszcze gorzej- rozczochrałam mu włosy, a on cmoknął mnie w usta.
- To co z tą kolacją?- podwinął rękawy i się zaśmiał.
- Może coś da się uratować.
Na szczęście danie nie spaliło się tak bardzo. Bartek pomógł mi dokończyć sałatkę i zjedliśmy wspólnie posiłek. Leżeliśmy razem na kanapie, a Kurek bawił się moimi włosami.
- Wiesz jutro idę do lekarza na kontrolę, chcesz iść ze mną?
- Jeszcze się pytasz? Pewnie, że chcę. Dowiem się czy będę miał synka czy córkę.
- A co byś wolał?
- Hmmm? Będę się cieszył i z synka i z córci- uśmiechnął się- A myślałaś już nad imionami?
- Trochę. Myślałam, że jak będzie chłopczyk to Piotruś.
- Tylko nie Piotrek.
- Czemu?- podniosłam się i spojrzałam na siatkarza.
- A jak będzie taki jak Pit?- zaśmiał się.
- No to jeszcze Tomek.
- A ty przypadkiem kiedyś z jakimś Tomkiem nie byłaś?
- Byłam, ale Tomek to bardzo ładne imię.
- No nawet. A dziewczynka? Kasia?
- Nie... Dorotka?
- A może Maja?
- Ładnie, mamy jeszcze czas, żeby się zastanowić- cmoknęłam go.
Leżeliśmy jeszcze tak dłuższą chwilę, potem poszłam się wykąpać i przebrałam się w piżamę. Dobrze, że nie wyrzuciłam wszystkich rzeczy Kurka, bo zostałby mu tylko garnitur. Dałam mu jakieś bokserski i położyłam się do łóżka. Sen mnie tak zmorzył, że nawet nie wiem kiedy oczy same mi się zamknęły. Obudził mnie delikatny dotyk, to Bartek wyszedł z łazienki i wszedł do łóżka.
- Śpij- powiedział szeptem i cmoknął mnie w czoło. Obróciłam się do niego i mocno w niego wtuliłam, ponownie zasnęłam. Rano jak już się wyszykowaliśmy, pojechaliśmy do mojego lekarza. Usiedliśmy na korytarzu i zniecierpliwieni czekaliśmy na wizytę.
- Pani Aleksandra Winiarska, zapraszam- powiedział ginekolog i jego mina, kiedy podniósł wzrok znad karty i zobaczył Kurka- bezcenna.
- Czy ja też mogę?- spytał nieśmiało siatkarz.
- Jak rozumiem pan jest ojcem?- uśmiechnął się - Zapraszam.
Najpierw lekarz spytał mnie o samopoczucie i takie różne sprawy, potem położyłam się na łóżko i miałam robione USG. Bartek siedział obok i trzymał mnie za rękę.
- Ale nam maleństwo rośnie, ale to nic dziwnego jak ma takich rodziców- zaś miał się doktor- Wszystko przebiega książkowo. Chcecie poznać płeć dziecka?
- Oczywiście- powiedzieliśmy równocześnie.
- Będziecie mieli córeczkę.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Bartka w jego oczach można było wyczytać ogromną radość. Patrzył rozanielony w monitor, na którym było widać nasze dziecko.
- No to jeszcze posłuchamy serduszka.
Ten dźwięk był niesamowity, niby zwyczajny, a jednak tak wyjątkowy. Serduszko biło miarowo i spokojnie, poczułam jak Kurek mocniej ściska moją rękę. Spojrzałam na niego, po jego policzkach spływały łzy, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Bartek pocałował moją dłoń, a w moich oczach również pojawiły się łzy, łzy szczęścia. Kiedy wyszliśmy z gabinetu, Bartuś mocno mnie przytulił i pocałował.
- Będę się starał być najlepszym ojcem na świecie- powiedział.
Od lekarza pojechaliśmy do moich rodziców. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mama.
- Cześć córciu. Bartek? A ty nie we Włoszech?
- Właśnie o tym przyszliśmy porozmawiać.
- Proszę, wejdźcie- mama zaprowadziła nas do salonu, gdzie usiedliśmy- Chcecie coś do picia?
- Dziękujemy.
- To mówcie co się dzieje.
- Mamo... Bartek nie wziął wczoraj ślubu.
- Co? Czemu Michał ani Madzia nie zadzwonili? Oni są jeszcze we Włoszech?
- Dzisiaj wracają. Narobiłem trochę kłopotów, ale myślę, że teraz wszystko będzie dobrze- złapał mnie za rękę i uśmiechnął się do mnie.
- Czy ja dobrze rozumiem?- mama uniosła brew.
- Mamuś to Bartek jest ojcem mojego dziecka- powiedziałam na jednym oddechu, a mama z wrażenia usiadła i zaczęła się śmiać. Spojrzeliśmy na nią pytająco.
- Nie patrzcie tak na mnie dzieciaki. Przecież to było oczywiste, że wy długo bez siebie nie wytrzymacie.
- To ty się domyślałaś?
- Wiem, że nie jesteś tak nieodpowiedzialna. Podejrzewałam, że coś między wami jest. Tylko nie wiem po co nas oszukiwałaś?
- Przepraszam.
Do domu wszedł tato.
- Kochanie zrobiłem zaku... Dzień dobry-  stanął jak wryty kiedy nas zobaczył.
- Dzień dobry- Kurek uścisnął mojemu ojcu dłoń.
- Co cię do nas sprowadza Bartek?
- Skarbie, Bartek jest tatusiem twojego wnuka- powiedziała mama.
- Właściwie to wnuczki- uśmiechnęłam się.
- No cóż mogę powiedzieć?- zapanował cisza- Witaj w rodzinie- tato uścisnął Kurka.
Rodzice zaprosili nas na obiad i tak w dużym skrócie opowiedzieliśmy im jak to wszystko tak się pokomplikowało.

***

Bartek wrócił do Skry na starych warunkach. Cieszył się, że prezes znowu chciał go przyjąć. Kuraś wyjaśnił całą sytuację rodzinie, a oni szczerze przyznali, że cieszą się, że nie doszło do tego ślubu. Najbardziej cieszył się Kubuś,z tego, że znowu będzie wujkiem i że do łącze do ich rodziny. Reprezentacja kobiet zajęła trzecie miejsce na Mistrzostwach we Włoszech, byłam dumna z dziewczyn, bo ciężko za pracowały na ten medal.
Wreszcie zaczął się sezon ligowy. Wybrałam się na mecz otwarcia razem z Madzią. Monia mieszka już w Rzeszowie  razem z Pitem. Pierwszy mecz Skra rozgrywa z nowym zespołem w Plus Lidze, Cuprum Lubin. Zajęłam miejsce prawie przy samym boisku i bacznie obserwowałam spotkanie. Czułam lekki żal, że ja nie będę mogła już grać w tym roku, no ale takie jest życie. Widać, że beniaminek łatwo skóry nie odda, zapowiada się ciekawy sezon. Po jednej i drugiej stronie było kilka błędów, ale to Skra wygrała 3:1. Fajnie było znowu poczuć te emocje, kibice Skrzatów nigdy nie zawodzą. Chłopaki powinni zacząć się rozciągać, ale nie robili tego. Podeszłyśmy do barierek, a Misiek zabrał nas na płytę boiska. Co się dzieje?
- Gdzie Bartek?- spytałam brata.
- Tutaj- powiedział, Bartek który stał za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam przyjmującego z bukietem kwiatów.
- Ola- ukląkł przede mną, a na hali rozniosły się oklaski i gwizdy- Do tej pory mi nie odpowiedziałaś, więc pytam ponownie teraz. Czy zechcesz zostać moją żoną?- wyciągnął pierścionek zaręczynowy.
Chłopaki zarówno z Bełchatowa jak i Lubina mieli kartki z napisami "Powiedz tak", oczywiście Karol musiał być inny i miał napisane "Zgódź się lala".
- Tak- odpowiedziałam ze łzami w oczach, Kurek wsunął pierścionek na mój palec i pocałował mnie w usta. Dopiero teraz na hali rozległ się potężny huk, a DJ puścił "Zawsze tam gdzie ty". Od wszystkich dostawaliśmy gratulacje i życzenia powodzenia.
- Wszystkiego dobrego- przytulił mnie Facu.
- Dzięki.
- No co tak na mnie patrzysz? Nie mam ci tego za złe. Widzę, że wy naprawdę się kochacie. Będziesz z nim szczęśliwa. Związki, które tyle przeszły są najtrwalsze- zbliżył się do mnie i szepnął do ucha- Tak między nami to on jak przychodzi na trening to gada prawie tylko o tobie- uśmiechnął się i odszedł.
Poczekałyśmy razem z Magdą na siatkarzy w holu hali. To było miłe, kiedy kibice podchodzili i mi gratulowali. W końcu chłopcy do nas przyszli i każdy pojechał w swoją stronę. Po drodze do domu rozmawiałam z Bartkiem.
- To do mnie czy do ciebie? Musimy coś z tym zrobić. Teraz już jesteś moją narzeczoną. Przeprowadź się do mnie.
- Bartek takich rzeczy nie załatwia się w samochodzie. Pogadamy w domu. Jedźmy do mnie.
- Jak sobie życzysz.
Wjechaliśmy na moje osiedle i poszliśmy do mieszkania. Nie zdążyliśmy dobrze wejść do domu, a ja rzuciłam się Bartkowi na szyję i czule go pocałowałam.
- A to za co?- uśmiechnął się szarmancko.
- Za to, że jesteś.
- Też cię kocham... moja narzeczono. A teraz pogadajmy o mieszkaniu.
- Bartek, ja mieszkam na parterze, a ty na szóstym piętrze. Zamieszkajmy u mnie. Z pokoju Magdy zrobi się pokój dla dziecka, z wózkiem będzie wygodniej.
- No dobrze. Jeżeli bardzo chcesz tu mieszkać to ja przeprowadzę się do ciebie. Ale moje mieszkanie jest większe.
- Ale to też małe nie jest. Nie chcę się stąd wyprowadzać.
- To jutro powoli zaczynam przenosić do ciebie rzeczy- cmoknął mnie w czoło.

***

Sezon trwa już w dobre. Zbliżają się święta, za oknem leży biały puch, a ja znowu siedzę sama. Mała jest dzisiaj wyjątkowo ruchliwa, ćwiczy karate w moim brzuchu. Bartek powinien skończyć już trening. Wybrałam numer do niego. Odebrał po dłuższej chwili.
- Tak kochanie?
- Gdzie jesteś?
- A trening się trochę przeciągnął. Przepraszam, ale wrócę dzisiaj później.
- Znowu? Co tym razem?
- Skarbie wiesz, że w sobotę gramy z Jastrzębiem, ten mecz ma wielkie znaczenie jeżeli chcemy wyprzedzić Resovie przed końcem zasadniczej. Mamy jeszcze spotkanie z trenerem.
- Jest środa, a już macie spotkanie?!
- Nie denerwuj się. Ja sobie tego nie wymyśliłem i jeszcze jedno... Później idę na spotkanie z chłopakami- nie odezwałam się, tylko rzuciłam słuchawką. Próbował się do mnie dodzwonić, ale ja ciągle odrzucałam.
Ostatnio coraz częściej wraca później do domu, spędza ze mną coraz mniej czasu, denerwuje mnie to. Postanowiłam zadzwonić do Moni.
- Cześć Moniś. Co tam w Rzeszowie?
- Zimno- zaśmiała się- Nie no, wszystko w porządku. A w Bełku? Jak się czujesz?
- Mała daje mi dzisiaj popalić. Kopie jak napastnik piłkarski. A w Bełchatowie zima, śnieg. Ja znowu siedzę sama- głos mi się załamał.
- Ej co jest Misia?
- Bartka całymi dniami nie ma w domu. Wraca padnięty i idzie zaraz spać. Nie ma dla mnie w ogóle czasu- wycierałam łzy.
- No chłopaki mają teraz dużo pracy.
- Ale on ciągle coś wymyśla. A to spotkanie z trenerem, to auto do mechanika, albo idzie odwiedzić Kubusia. Jakby nie mógł ze mną!
- Nie płacz. Co chcesz przez to powiedzieć?
- A co jeżeli... Jeżeli... On kogoś ma?
- Bartek?
- No Bartek. Był z Eweliną, a jakoś nie przeszkadzało mu mnie całować. Nie chce mu się siedzieć z jakąś kobietą w ciąży, skoro tyle ładnych dziewczyn w Bełchatowie.
- Nie gadaj głupot on cię kocha i nie myśli o innych.
- Nie wiem co robić. Znowu coś zmyśla, żeby tylko później wrócić do domu. Po cholerę mi się oświadczał?!
- Nie denerwuj się, nie wolno ci się denerwować. Przyszłabym do ciebie gdybym nie była tak daleko. Zadzwonić do Magdy, żeby do ciebie przyszła?
- Nie, nie chcę, żeby coś o tym wiedziała. Bartek to jej brat i zaraz pewnie spyta go wprost, a ja chcę się sama dowiedzieć. Poza tym ona ma na głowie dwójkę dzieci. Dobra Monia ja kończę.
- Trzymaj się i nie płacz. Nie sądzę, żeby Bartek cię zdradzał. Wyciągnęłabym coś o Piotrka, ale on jest mu chyba bardziej wierny niż mi. To pa pa- rozłączyła się.
Byłam coraz bardziej przekonana, że on kogoś ma, a ze mną jest tylko ze względu na dziecko. Było już po 19, zjadłam kolację, oczywiście jego dalej nie było. Wzięłam kąpiel, przebrałam się w koszulę nocną i położyłam do łóżka. Było dopiero po 20, ale nie miałam na nic ochoty. Bartek wreszcie raczył się pojawić w domu. Wszedł do sypialni.
- Już w łóżku?- kucnął przy mnie i chciał mnie pocałować, ale ja się odwróciłam do niego plecami- Ehhh... Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale musiałem dłużej zostać. Nie obrażaj się- pogłaskał mnie po plecach.
- Weź sobie coś do jedzenia i daj mi spać. I jeszcze jedno, nie rozmawiam z tobą.
- Gniewamy się, tak? No dobrze. Mam spać w pokoju Magdy?
- Mógłbyś.
Kurek wyszedł, a ja się rozpłakałam. Już prawie spałam, kiedy usłyszałam kroki.
- Przyszedłem pogadać.
- Nie mamy o czym.
- Ale nie z tobą. Z naszą córcią- położył się na łóżku i odkrył mój brzuch.
- Cześć mała- cmoknął sporych rozmiarów brzuszek i położył na nim rękę- Twoja mamusia się na mnie gniewa, a ja ją tak bardzo kocham- spojrzał na mnie.
- To na mnie nie działa.
- Widzisz? Nawet mój urok osobisty na nią nie działa. Ale ta mama jest uparta, nie? Tylko, żebyś ty taka nie była. Chyba kupimy jej Snickersa, bo strasznie gwiazdorzy- zaśmiał się, a ja skrzyżowałam ręce.
- Możemy iść spać?
- Czyli mogę jednak z tobą spać? Super-położył się koło mnie.
- Nic takiego nie powiedziałam. Grrr, z resztą rób co chcesz- odwróciłam się do niego plecami.
- Kocham cię moja złośnico- pocałował mnie w policzek i przykrył się kołdrą. 
Od razu padł, na jego szafce leżała komórka. Strasznie mnie korciło, żeby w niej pogrzebać. Wiem, że nie powinnam... zrzucę winę na hormony. Wstałam po cichu i wzięłam jego telefon. Poszłam i zamknęłam się w łazience. Długo walczyłam ze sobą, żeby tam zajrzeć, zaczęłam od SMS-ów. Nie czytałam ich tylko patrzyłam z kim pisze, nie znalazłam nic niepokojącego. Może przesadzam? Weszłam w rejestr połączeń. Często powtarzał się jeden kontakt jakaś Kamila. Cholera to pewnie do niej tak lata. Zaczęłam płakać, ale szybko wzięłam się w garść. Będę udawała, że nic nie wiem, zobaczę czy się przyzna.


Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Długo mnie tutaj nie było, nawet nie miałam czasu zajrzeć na bloggera. Ucieszyło mnie bardzo, że o mnie nie zapomniałyście. Jestem na siebie okropnie zła, bo rozdział miał być dawno. Najpierw nie chciała przyjść wena, potem nie miałam czasu, ale jak już przyszła to postanowiłam, że nie będzie to jeszcze epilog. Dziękuję za komentarze pod wcześniejszym postem, bardzo mnie zmotywowałyście, jesteście kochane :* Nawet nie wiecie jakiego mi to dało kopa do pisania :D Zabijcie mnie, że nie komentuję Waszych opowiadań, ciągle obiecuję nadrobić zaległości, ale czas mi za bardzo nie pozwalał. Na szczęście już w piątek zaczynają się wakacje i wszystko sobie na spokojnie przeczytam i zostawię po sobie ślad. Tutaj mam prośbę. Jakbyście mogły napisać w komentarzu pod tym rozdziałem u kogo mam zaległości, byłabym bardzo wdzięczna :)
Jeszcze raz przepraszam. I co sądzicie, czy Bartek zdradza Olę?
Pozdrawiam i do następnego, zobaczę czy będzie to epilog, czy może jeszcze uda mi się coś wymyślić ;)

niedziela, 1 czerwca 2014

Informacja

Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Epilog pojawi się w następny weekend. Zawaliłam, ale naprawdę mam urwanie głowy. Skoro ma to być już ostatni rozdział to chcę, żeby wyszedł naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że zrozumiecie i nie będziecie się gniewać. Proszę o jeszcze chwilkę cierpliwości ;)
Nadchodzący tydzień mam okropny, rozumiecie, koniec roku się zbliża...
Po tym tygodniu obiecuję zostawić po sobie ślad u Was, bo wiem, że strasznie Was zaniedbałam, ale naprawdę mam problem ze znalezieniem wolnej chwili. Wybaczcie.
Pozdrawiam :*

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 50

Perspektywa Oli
Facundo przyleciał już do Polski i zaczyna treningi ze Skrą. Na Mistrzostwach zajęli 7 miejsce. Codziennie do mnie przychodzi, spotykamy się i chodzimy na wspólne spacery. Mimo końcówki września jest bardzo ciepło. W poniedziałek mam wizytę u ginekologa, mam nadzieję, że z dzieckiem wszystko dobrze. Już w sobotę ślub Bartka. Dziwnie się z tym czuję. W czwartek wieczorem do Włoch wylatują Magda i Michał z dziećmi, Zbyszek z Zuzią, no i ich rodzice. Chyba muszę się przyzwyczaić do tego, że już więcej nie będzie pomiędzy mną, a Bartkiem i to jest głównie moja wina.Dobra, koniec tego zadręczania.
Nawet się nie obejrzałam, a już był czwartek. Magda z Miśkiem wpadli się pożegnać.
- Chodźcie do salonu. Chcecie coś do picia?
- Nie, my tylko na chwilę, zaraz jedziemy po rodziców i stamtąd na lotnisko.
- Jejciu, jakie one są śliczne- pocałowałam bliźniaki w główki.
- Ty też niedługo będziesz takie miała- powiedziała Magda.
- Skoro już weszliśmy na temat dziecka- zaczął Michał- Ja nie zamierzam dłużej ukrywać przed Bartkiem, że będzie ojcem.
- Mówiłam ci, że to wyłącznie moja sprawa.
- Nie, bo to też sprawa mojego brata- powiedziała Madzia.
- Nie mogę pozwolić na to, żeby mój kumpel, który będzie miał z moją siostrą dziecko, ożenił się z jakąś laską, a moja siostra zostanie sama z dzieckiem!
- Michał prosiłam, nie wtrącaj się! Nie denerwuj mnie, bo wiesz, że mi nie wolno się denerwować.
- Ale Ola, on musi wiedzieć.
- Nic nie musi. Nie kłóćmy się, proszę was.
- Jesteś uparta jak osioł.
- No i dobrze.
- Dobrze, przestańmy. To do zobaczenia- przytuliła mnie Magda- Pomyśl o tym- szepnęła mi na ucho.
- Cześć siostra- przytulił mnie Misiek.
Pożegnali się i wyszli. Znowu każą mi powiedzieć, ale mi brakuje głupiej odwagi. Może on nawet nie będzie chciał tego dziecka. Zrobiłam obiad i Facu do mnie przyszedł po treningu. Zjedliśmy razem posiłek i usiedliśmy przed telewizorem.
- Co masz taką minę?
- Normalną mam...
- Ola? Nie wkręcaj mnie. Źle się czujesz? Coś cię boli?
- Dobrze się czuję, tylko...
- Tylko co?
- Potrzebuje, żeby ktoś mnie przytulił- oczy mi się zaszkliły.
- Trzeba było mówić od razu- przyciągnął mnie do siebie i zamknął w uścisku. Oparłam głowę o jego tors, a on smyrał mnie po plecach.
- Boję się.
- Czego?
- Że sobie nie poradzę sama z dzieckiem.
- Poradzisz sobie, na pewno. Nie jesteś sama masz rodziców, brata, przyjaciółki i masz mnie- cmoknął mnie w czoło.
- Facu?- podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy.
- Hym?
- Dziękuję, że jesteś.
- Będę zawsze.
Patrzyliśmy sobie w oczy, a nasze wargi zaczęły dzielić milimetry. Zbliżaliśmy swoje twarze coraz bliżej, aż w końcu złączyliśmy nasze usta w delikatnym pocałunku. Odsunęliśmy się od siebie, ale po chwili ciszy Facundo znowu zaczął mnie całować. To nie były zachłanne, namiętne pocałunki, tylko delikatne, czułe muśnięcia moich warg. Po dłuższej chwili tych pieszczot odsunęliśmy się od siebie, bez słowa znowu się w niego wtuliłam.
- Kocham Cię- cmoknął mnie w czubek głowy.
- Chciałabym powiedzieć to samo, ale...- pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
- Cichutko, poczekam ile będzie trzeba.
- Przecież ja będę miała dziecko- odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
- Wiem... Jestem gotów wychować je jak swoje- jego słowa totalnie mnie zatkały.
- Nie wiem co mam ci odpowiedzieć.
- Nic nie musisz. Jak to przemyślisz, to się do mnie odezwiesz- wstał- Dobranoc- cmoknął mnie w usta i wyszedł.
I co ja mam teraz robić? Niby coraz bardziej się do niego zbliżam i jestem skłonna z nim być, ale przecież jestem w ciąży z Bartkiem. A może jednak zaryzykować? Bartek i tak się żeni, a ja nie byłabym sama z dzieckiem.

Perspektywa Bartka
To już za dwa dni. O 21 przylatuje moja rodzinka, wyjadę po nich na lotnisko. Jak to stwierdził Krzysiu "Trzeba wykorzystać ostatnie dni wolności", kawalerski w Polsce odbył się z wielkim hukiem. Siedziałem w salonie z laptopem na kolanach i słuchałem ulubionej muzyki. Raphaela gotowała coś w kuchni. Nudziło mi się, więc zacząłem przeglądać zdjęcia na komputerze. Było pełno zdjęć z wyjazdów, zgrupowań z chłopakami, trochę się naśmiałem. Przez przypadek natrafiłem na zdjęcie Oli i Magdy z szatni, to które podesłał mi kiedyś Kubuś, uśmiechałem się jak głupi sam do siebie. Zacząłem przeglądać nasze wspólne zdjęcia. Dużo głupich zdjęć, często nie potrafiliśmy zachować powagi jak byliśmy razem. Zawsze któreś się wygłupiało, albo oboje się wydurnialiśmy. Były też momenty, kiedy się wyciszaliśmy, milczeliśmy razem albo po prostu rozmawialiśmy na różne tematy. Było nam razem naprawdę dobrze. Doszedłem do tych bardziej ogarniętych zdjęć, ja chyba za nią tęsknie.
- Obiad gotowy skarbie- do pokoju weszła Raphaela, a ja pospiesznie zamknąłem laptop- A co tam oglądałeś?
- A nic. Co dobrego zrobiłaś? Chodźmy do kuchni- wstałem i złapałem narzeczoną za rękę, ta jednak mi się wyrwała i otworzyła mój komputer.
- Po co oglądasz te zdjęcia?- mówiła wyraźnie wkurzona.
- Przeglądałem zdjęcia i patrzyłem, które można usunąć, żeby zwolnić pamięć.
- To może zrobię to od razu?
- To mój komputer i pozwól, że sam to zrobię- zabrałem jej laptop i ponownie go zamknąłem.
- Dobrze, ale zrób to teraz- skrzyżowała ręce.
- Nie rozśmieszaj mnie. Chyba obiad stygnie, nie?
Odwróciła się na pięcie i poszła do kuchni, a ja za nią. Jedliśmy posiłek i nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Po obiedzie wróciłem do salonu, Raphaela poszła do mojej sypialni i tak czas zleciał do 19, wtedy to Włoszka do mnie przyszła i usiadła obok mnie.
- Przepraszam- zaczęła błądzić ręką po moim torsie.
- Wybaczam- powiedziałem, nie odrywając wzorku od telewizora.
- No kocie- usiadła mi na kolanach i całowała mnie po szyi, zaczęła rozpinać moją koszulę.
- Mieliśmy poczekać z tym do ślubu.
- To już za dwa dni- pozbyła się mojej koszuli.
- To tyle wytrzymasz- ściągnąłem ją ze mnie i się ubrałem- Zaraz muszę wyjechać po rodzinę na lotnisko.
- A nie mogą zamówić taksówki? Zająłbyś się wtedy przyszłą żoną.
- Udam, że tego nie słyszałem. Będzie lepiej jak już pójdziesz.
Wściekła wzięła torebkę i bez słowa wyszła. Jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia. Ogarnąłem w mieszkaniu, wszyscy goście mają wynajęte pokoje w hotelu, tylko Pit z Monią, którzy przylatują jutro śpią u mnie. Zdecydowaliśmy tak, bo Piotrek jest moim świadkiem i pomoże mi się wyszykować do ślubu, po co ma rano do mnie przyjeżdżać, skoro mam wolny pokój. Przebrałem się, wziąłem kluczyki, zamknąłem mieszkanie i zszedłem na dół do samochodu. Odpaliłem mojego Range`a i ruszyłem na lotnisko. Po 20 minutach jazdy byłem na miejscu. Akurat samolot z Polski wylądował. W końcu zobaczyłem moją rodzinkę. Przywitałem się ze wszystkimi. Musieliśmy wypożyczyć samochód, bo nie zapakowaliśmy się do jednego.
Odwiozłem ich do hotelu i umówiłem z nimi na jutro, bo byli zmęczeni lotem. Wróciłem do mieszkania, wziąłem prysznic i w bokserkach położyłem się w łóżku. Myślałem o Oli i o tym co ma się wydarzyć za kilka dni. Coraz poważniej myślę nad tym, żeby się wycofać. Zmęczony rozmyśleniami w końcu usnąłem.
Rano znowu pojechałem na lotnisko, tym razem przyleciał Piotrek z Monią. Reszta ekipy pojawi się popołudniu.
- Jest i nasz Don Corleone- takimi słowami i głupim śmiechem powitał mnie mój przyjaciel, a ja go kopnąłem.
- Nie wiem Cichy co się ostatnio z tobą dzieje, ale zmień dilera- uścisnąłem się z nim- Cześć Monia- cmoknąłem ją w policzek.
- Cześć. Jak tam? Jutro już będziesz zaobrączkowany.
- Taaaaa... Ale dzisiaj jest dzisiaj i żyjmy dniem dzisiejszym.
Pomogłem zabrać im bagaże i pojechaliśmy do mnie. Musiałem podopinać wszystko na ostatni guzik. Raphaela ciągała mnie i naszych świadków, byliśmy w restauracji jej wujka, gdzie ma być wesele. Już zaczynają wszystko stroić. Pudrowy róż przeważał, nie był to za bardzo mój styl, ale jej się podoba.
- Dobrze, że chociaż garnitur pozwoliła ci wybrać- szepnął mi na ucho Piotrek i się zaśmiał.
- Chyba zaraz zmienię sobie świadka.
- No już, nie obrażaj się.
Wieczorem, kiedy już wszyscy goście byli na miejscu zaprosiłem ich do siebie. Oczywiście była połowa ekipy siatkarskiej i rodzina. Dziwię się jak zmieściliśmy się w tym moim mieszkanku, ale jakoś daliśmy radę. Było dużo śmiechu, rozmów, takie rozluźniające spotkanie przed ślubem. Siedzieliśmy sobie razem, kiedy zadzwonił mój telefon.
- Śpisz już kotek?- spytała słodkim głosem moja przyszła żona.
- Nie.
- No to najwyższa pora, żebyś poszedł. Mój mąż nie może mieć worów pod oczami.
- Nie martw się o mnie. Śpij dobrze- rozłączyłem się.
Ona coraz bardziej działała mi na nerwy. Po 24 goście rozeszli się do domów. Ślub zaczyna się o 14, a ja nie mogłem zasnąć. Poszedłem i wziąłem pigułkę na sen i dopiero to pomogło.
- Stary budź się!- wrzasnął mi do ucha Piotrek, a ja spadłem z łóżka.
- Popierdoliło cię do końca?!- złapałem się za plecy.
- Za jakieś trzy godziny zaczyna się twój ślub. Monika już pindrzy się przed lustrem, była już u fryzjera, a ty jeszcze śpisz.
- A ty stoisz w gaciach- wstałem z podłogi.
- Ale już się kąpałem. Ja tylko uczeszę włosy, założę garnitur i gotowe.
- Łazienka wolna?
- Tak, Monia siedzi z lusterkiem w pokoju.
Wszedłem pod prysznic i odkręciłem ciepłą wodę. Stałem tak, a woda spływała po moim ciele. Nic mi się nie chciało. W końcu zmusiłem się i umyłem się cały. Poszedłem zjeść śniadanie, potem ułożyłem włosy i już musiałem się ubierać, bo muszę być przecież wcześniej. Założyłem białą koszulę, którą włożyłem do spodni od garnituru. Piter pomagał mi zapiąć spinki od mankietów.
- Chyba powinienem zaprosić Olę- powiedziałem.
- Myślisz, że by przyszła?
- Nie wiem, ale głupio, że tylko jej nie zaprosiłem.
- Nie myśl o tym. W ogóle stary to wyglądasz jakbyś chciał uciec stąd jak najdalej. Masz minę jakbyś szedł na skazanie- zaśmiał się i pomógł jeszcze zapiąć mi muchę, ja nic nie odpowiedziałem.
- Bartek jesteś moim kumplem i jak chcesz zrezygnować, to to zrób, bo nie chcę, żebyś spieprzył sobie życie. Tylko wiedz jedno. Jak porwie mnie włoska mafia, to cię wydam- głupio się zaśmiał.
- Nie bój się. Mogłem zrezygnować wcześniej, nie zrobię tego w ostatniej chwili.
Kiedy już się wszyscy wyszykowaliśmy, pojechaliśmy pod kościół. Ceremonia zbliżała się wielkimi krokami. Robiło mi się sucho w gardle i coraz bardziej się denerwowałem.
- Wszystko ok?- spytała Piotrek.
- Stresuję się trochę.
- Będzie dobrze- poklepał mnie po plecach i poszliśmy stanąć pod ołtarzem.
W pierwszych rzędach siedzieli nasi rodzice i najbliższa rodzina. Mama patrzyła na mnie i się uśmiechała, tato był dumny, Zuzia też się uśmiechała, tylko Magda była jakaś smutna. Dziwnie spoglądała to na mnie, to na Michała. Jej wzrok wzbudził we mnie jeszcze większy niepokój. Wreszcie zabrzmiały organy i do ołtarza zmierzała Raphaela, którą prowadził ojciec. Była ubrana w białą rozkloszowaną suknię, a za nią ciągnął się długi welon. Stanęła obok mnie i się uśmiechnęła, ja też lekko uniosłem kąciki ust. No i zaczęła się msza, oczywiście w języku włoskim. Dobrze, że poznałem tego języka co nieco i większość moich gości też go znała.
- Jeżeli ktoś zna powód, dla którego to małżeństwo nie może zostać zawarte, niech przemówi teraz, albo zamilknie na wieki- powiedział ksiądz, a Raphaela spojrzała z uśmiechem na salę, gdzie nikt się nie odzywał.
Niepewnie uniosłem dłoń.
- Ja znam powód- powiedziałem, a Raphaela spojrzała na mnie i zgromiła mnie wzrokiem.
- Ja też znam- wstał Michał.
- I ja- dołączyła do niego Magda.
- Ja też nie zgadzam się na ten ślub- powiedział Krzysiu i wstał, a zaraz za nim cała siatkarska ekipa z partnerkami, Piotrek zaśmiał się pod nosem, a ja się uśmiechnąłem. Mama patrzyła na wszystko z rozchylonymi ustami, a ojciec zrobił ogromne oczy.
- Co to ma znaczyć?- pytała wściekła, a ja już czułem morderczy wzrok mojego niedoszłego teścia na plecach.
- Raphi jesteś świetną kobietą, ale nie dla mnie.
- To niby dla kogo?!
- To od początku nie miało sensu. Nie kocham cię, przepraszam- odszedłem od niej.
- Ty gnoju! Nie daruję ci tego!- krzyczała, a ja zacząłem iść do wyjścia.
- Zabiję gówniarza!- prezes Lube chciał za mną biec, ale Piter podstawił mu nogę, a ten wylądował na posadzce jak długi.
- Ups- powiedział Nowakowski i ruszył za mną.
- Gorzko tego pożałujesz Kurek! Możesz zapomnieć o Lube!- wyklinała za mną Włoszka.
Wyszedłem na zewnątrz, a zaraz obok mnie pojawił się Piotrek, Magda, Monia i Michał.
- Co chcesz zrobić?- spytał Piter.
- Lecę do Polski.
- Ale teraz?- spytała Monika.
- Jak najszybciej, tylko, że muszę jeszcze zajechać do domu po pieniądze. Dobrze, że chociaż dokumenty mam przy sobie.
- Trzymaj- Michał podał mi kopertę- To miał być prezent ślubny.
- Dzięki- uścisnąłem go.
- Ja też mam prezent- Cichy również wręczył mi kopertę.
- Jesteście najlepszymi przyjaciółmi,
- Rzeczywiście byłeś uciekającym panem młodym- przyszedł Krzysiu z Iwoną.
- Nie chcę nic mówić, ale włoska rodzinka zaraz tu będzie- powiedziała Iwona- Twoja mama dalej jest w szoku.
- Przeproście ją i wszystkich ode mnie, ja muszę już lecieć.
- Dokąd?- spytał Igła.
- Oni ci wszystko wyjaśnią.
- Zaczekaj- zatrzymała mnie siostra- Cieszę się, że zmądrzałeś- cmoknęła mnie w policzek.
- Powodzenia!- krzyknęła reszta, a ja pobiegłem do ulicy, gdzie złapałem taksówkę.
Nie chciałem czekać i ruszyłem od razu na lotnisko. Chciałem jak najszybciej być w Polsce. Kiedy już dojechałem na lotnisko, pobiegłem zobaczyć czy dostanę jeszcze bilety.
- Najbliższy lot jest o 16:00, czyli za pół godziny. Niestety nie ma już wolnych biletów. Kolejny samolot jest o 20:00.
- Ja muszę lecieć teraz. Ja panią błagam, to dla mnie bardzo ważne.
- Niestety nic nie mogę zrobić.
Podszedłem do jakiejś dziewczyny i chciałem odkupić bilet, ale nie zgodziła się. Próbowałem od kilku innych osób, bezskutecznie. Mówiłem, że muszę lecieć do dziewczyny, że to dla mnie bardzo ważne, nikt nie chciał odsprzedać biletu. Załamany usiadłem na ławce i schowałem twarz w dłonie. Ja muszę już dzisiaj powiedzieć jej jak bardzo ją kocham.
- Przepraszam pana- podeszła do mnie starsza kobieta, Polka.
- Tak?
- Widziałam, że chciał pan odkupić bilet na najbliższy lot. Proszę- podała mi bilet.
- Dziękuję pani- wstałem i ją przytuliłem.
- Ja już swoje lata mam, parę godzin czekania nie zrobi mi różnicy, córka zrozumie. Musi pan ją bardzo kochać.
- Nawet nie wie pani jak bardzo. Bardzo pani dziękuję- dałem kobiecie pieniądze za bilet i pobiegłem na odprawę.
Chwilę później siedziałem w samolocie do Polski...

Perspektywa Oli
Dzisiaj pospałam sobie do południa, rozleniwiłam się. Wstałam, wzięłam prysznic i przebrałam się. Zrobiłam sobie śniadanie, a potem usiadłam przed telewizorem, Polki grały z Serbią. Mecz wygrałyśmy dopiero w tie-breaku. Zrobiłam sobie zupę pomidorową i ją zjadłam na obiad. Po sycącym posiłku postanowiłam wybrać się na spacer. Na klatce spotkałam się z Facu, który wynosił śmieci.
- Cześć- cmoknął mnie w policzek.
- Hej- uśmiechnęłam się.
- Dokąd się wybierasz?
- A idę się przewietrzyć. Trzeba dać trochę świeżego powietrza dzidziusiowi.
- Poszedłbym z tobą, ale o 17 mam trening.
- Słuchaj, a o której kończysz?
- O 19.
- To zapraszam cię do mnie na kolację po treningu. Zrobię sałatkę z brokułami, makaronem i kurczakiem.
- Już mi ślinka cieknie. Wpadnę na pewno. Do zobaczenia.
Poszłam przez park. Myślałam o tym wszystkim co się ostatnimi dniami zmieniło. Dzisiaj wieczorem chcę powiedzieć Facundo, że chcę z nim zaryzykować. Jest świetnym facetem i na pewno z czasem go pokocham. Wracając ze spaceru zaszłam do sklepu po małe zakupy. Kupiłam wszystkie potrzebne produkty i wracałam do domu. Było już po 17, pewnie wszyscy się teraz bawią na weselu...
- Olka! Ola!- ktoś za mną zaczął wołać i wyrwał mnie z rozmyśleń, obróciłam się i zobaczyłam biegnącego do mnie Maćka- Wołam i wołam, a ty mnie nie słyszysz. Cześć- cmoknął mnie w policzek.
- Cześć. Przepraszam, zamyśliłam się. A ty nie powinieneś być na treningu?
- Dostałem dwa dni wolnego, bo lekko podkręciłem kostkę, ale spokojnie, to nic poważnego.
- Nie strasz mnie.
- Daj te zakupy, przecież nie możesz dźwigać- zabrał mi reklamówki z rąk, a ja spojrzałam na niego podejrzliwie- No co? Chyba nie myślałaś, że będziesz się ukrywała do końca. Chyba, że mi powiesz, że to z braku treningów tak przytyłaś- zaśmiał się.
- A żebyś wiedział- również się zaśmiałam.
- Tak w ogóle to gratuluję- uśmiechnął się.
- Dzięki.
- Pozwolisz odprowadzić się do domu?
- Z wielką przyjemnością- wzięłam go pod ramię.
- Nawet jakbyś się nie zgodziła to i tak bym cię odprowadził, bo nie pozwolę tachać ci tych zakupów.
Rozmawiałam z Muzajem po drodze, naprawdę fajny z niego kumpel. Zaprosiłam go do mnie na kawę, zjedliśmy jakieś ciasto i pośmialiśmy się trochę. Później on poszedł, a ja wzięłam się za przygotowywanie kolacji. Przebrałam się w luźny top i spodenki. Włączyłam radio i zaczęłam gotować. Wstawiłam makaron i brokuły i pokroiłam piersi z kurczaka. Wrzuciłam je na olej i zaczęłam je dusić. W radiu puścili piosenkę. Usiadłam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Przypomniał mi się tamten dzień. Pojechaliśmy wtedy na plażę i zrobiliśmy sobie piknik, zaczęliśmy tańczyć i właśnie wtedy Bartek po raz pierwszy mnie pocałował. Nigdy nie zapomnę tego dnia, a szczególnie tego pocałunku. Ta piosenka towarzyszyła nam wiele razy, to była taka nasza piosenka. Zawsze wzbudzała we mnie jakieś emocje. Mało nas nie zabiłam przez tą piosenkę, kiedy Magda gdzieś zginęła. Dzisiaj to już tylko sentymentalna melodia, która już do końca życia będzie mi go przypominała, ale nie tak bardzo jak maleństwo, które noszę teraz pod sercem. Teraz on jest świeżo upieczonym mężem, a ja od dzisiaj mam zamiar ułożyć sobie życie na nowo. Dosyć tego rozmyślania, bo zaraz kurczak mi się przypali. Wstałam i zamieszałam mięso. Wzięłam widelec, żeby spróbować czy brokuły są już gotowe, wtedy ktoś wszedł do mieszkania, spojrzałam na zegarek, była 18.50.
- Jesteś już? Urwałeś się czy trener szybciej puścił? Jeszcze chwilka i sałatka będzie gotowa. Wiesz był u mnie Maciek i...- spojrzałam na wejście do kuchni i zamarłam, widelec wypadł mi z ręki na podłogę. W drzwiach stał Bartek ubrany w garnitur z ogromnym bukietem róż.
- Właściwie to się urwałem, ale z własnego ślubu- delikatnie się uśmiechnął- Cześć.
- Ja chyba śnię- oparłam się o blat.
- To nie sen. Przyjechałem udowodnić ci, że jesteś dla mnie najważniejsza- uklęknął przede mną.
- Co ty robisz?
- Czy zostaniesz moją żoną?- wyciągnął pierścionek w czerwonym pudełeczku.
- Proszę niech mi się to śni- spojrzałam w górę, wtedy kolacja zaczęła mi się przypalać. Wyłączyłam wszystko i ponownie oparłam się o kuchenny blat. Spojrzałam na Kurka, który nadal klęczał przede mną.
- Bartek... zjawiasz się tak nagle i w dodatku chcesz, żebym została twoją żoną. Przecież ty dzisiaj miałeś brać ślub... Ja... ja nie mogę ci teraz odpowiedzieć. Daj mi trochę czasu. Kiedyś skakałabym z radości, ale teraz nie wiem co mam robić.
Kurek wstał i położył bukiet na stole, spojrzał na mnie, był wyraźnie zawiedziony.
- Daj mi znać jak już wszystko przemyślisz- skierował się do drzwi- Kocham Cię- powiedział i wyszedł.
W tym momencie poczułam pierwszy raz jak moje dziecko się porusza. Złapałam się za brzuch i usiadłam na krześle. Niesamowite uczucie. Nie wiedziałam co robić. Już myślałam, że w końcu wszystko się poukłada, a tu nagle zjawił się On.  Mam totalny mętlik w głowie. Powinnam wybrać Bartka dla dobra dziecka, ale nie wiem czy będę z nim szczęśliwa. Jest też Facu, z którym naprawdę świetnie się dogaduje i on też pewnie byłby świetnym ojcem. Teraz naprawdę nie wiem dla którego z nich moje serce bije mocniej...


Zabijcie mnie. Zawaliłam na całej linii. Rozdział miał być w weekend i nie wyszło :/ W sobotę prawie go skończyłam, ale w niedzielę miałam komunię kuzyna i nie było mnie cały dzień. Mam teraz bardzo dużo nauki, koniec roku zbliża się wielkimi krokami. Zawaliłam, bo nie komentuję Waszych opowiadań, ale bardzo Was proszę o wyrozumiałość. Czytam, ale nie mam czasu komentować. Obiecuję jak tylko znajdę chwilkę, to zostawię po sobie ślad ;)
No i niestety nadszedł ten moment... Następny rozdział to już epilog. Będzie mi Was kochane brakowało. Dziękuję za to, że ze mną byłyście :* Niestety nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy epilog się pojawi. Na pewno w ten weekend go jeszcze nie będzie, bo wyjeżdżam do Szczecina i idę na charytatywny Mecz Gwiazd. Jak będziecie chciały to wrzucę parę fotek ;)
Pierwsze mecze siatkarzy za nami, całkiem nieźle się spisali :) Pewnie słyszałyście już o Michale Kubiaku. Ogromna strata dla kadry, ale Michał jest silny i da radę ;) Trzymam kciuki za powrót do zdrowia.
Pozdrawiam kochane i jeszcze raz dziękuję, że jesteście ;*